Głos za plecami

Stoję pod Meczetem Nowym. Nie, żeby był taki całkiem nowy. Ot połowa XVII wieku. No więc stoję pod nim i słucham wieczornych serenad muezina.
– To czas modlitwy – odzywa się głos za moimi plecami.
Omiatam wzrokiem wysokiego, siwowłosego, brodatego jegomościa w krótkich gaciach. Uśmiecha się.
– Cieszysz się, że jesteś w Europie? – pyta.
– Mogło być lepiej, mogło być gorzej – odpowiadam dyplomatycznie. – A Ty się cieszysz, że Was tam pewnie nie będzie?
– Zawsze trzeba się cieszyć, nawet jak nie bardzo jest z czego. Bo wtedy lepiej się żyje. – odpowiada nieznajomy. – Rząd taki do dupy mamy, ale jakoś jest, jakoś jest. A ty z jakiego kraju jesteś?
– Z Polski – mówię.
– To też tam teraz macie do dupy – wyrokuje. – Prawie jak tutaj.
Patrzę zdziwiony.
– Co, nie wierzysz, że my tu wiemy coś o Polsce?
– Nooo – odpowiadam bardzo elokwentnie.
– Hahahaha. No to teraz pewnie zmienisz zdanie. Jest z czego się cieszyć.
Poszedł.

A ja zostałem z wezbraną falą własnych myśli oraz zapachami pieczonego mięsa, ryb i uryny.

Pierwszy wieczór i od razu tak prosto w ryja..

Reklamy

Wejść tam, gdzie nie wchodzą inni.

Stoję na moście Galata i przyglądam mu się. Zachodzące słońce żółci swoim blaskiem kamienie budowli. Za mną szumią samochody i tramwaje. W górze i pode mną krzyczą rybitwy, walcząc o kolejny rybny łup. Cztery minarety, dostojna, choć smukła i wizualnie lekka konstrukcja wieńczą jedno ze stambulskich wzgórz. Obok Hagii Sophii i Meczetu Błękitnego ten widok należy do najbardziej oczywistych wizytówek miasta. Z daleka, z bliska, z Europy czy z Azji, wszędzie widać go jak na dłoni. Meczet Sulejmana na stałe zagościł w pejzażu Stambułu. Czytaj dalej

Sultanahmet czyli miliard turystów i ja.

Pierwsze przykazanie podróżnika samotnika w Istambule powinno brzmieć: „Nie chodź po zabytkach podczas szczytu sezonu turystycznego”. No, chyba, że nie masz innego wyjścia. Ale jeśli możesz wybrać się nad Bosfor w innych miesiącach niż okres od czerwca do września, to warto. Mniej się umęczysz (upały, japońskie wycieczki, i w ogóle nadmiar turystów z krajów wszelakich i proweniencji cokolwiek różnej). Ale do rzeczy. Czytaj dalej