U dietetyka

– Słuchaj, muszę iść do dietetyka – mówi moja stambulska kumpela, a mnie brwi zawijają się za potylicę. – Potrzebuję rozpiski diety na następne dwa tygodnie. Pójdziesz ze mną? Tylko muszę Cię o czymś uprzedzić. Gościu jest eee, no taki trochę specyficzny.

Ooooo. To mnie zaciekawia. Specyficzny, turecki dietetyk. W sam raz na opowiastkę. Pewnie, że idę. Czytaj dalej

Reklamy

Wybieg dla owiec

Za rogiem był stadion. I owce skubiące trawę pomiędzy bramkami. Na ławeczce niedaleko przysiadł starszy Pan. Zawibrował sędziowski gwizdek. Owce w podskokach zbiegły się do właściciela.

– To moje dzieci – zaciąga się papierosem. – Mam już 82 lata i nie mogę chodzić za daleko. A owcze kupy dobre są na trawę. Szybko rośnie. Ale krów tu nie pasiemy. Czytaj dalej

Stocznia w Rumeli Feneri

– Chcesz z nami pospawać? – pyta ten starszy, we flanelowej koszuli. – Wejdź na pokład, zobacz jak tu pracujemy.

Rumeli Feneri. Maleńka osada na końcu europejskiej części Bosforu. Ciasny ryneczkek, po którym łażą krowy, kilkadziesiąt domów skupionych wokół latarni morskiej i meczetu,ruiny osmańskiego zamku i port w pobliskiej zatoczce. W porcie niewielka stocznia remontowa.

Yasar – ten najstarszy – ma na karku prawie sześćdziesiąt lat, Ibrahim trzydzieści jeden, a Cemer siedemnaście. Wszyscy trzej stanowią brygadę remontującą rybackie kutry. Czytaj dalej

Paczka dziwaczka czyli wysyłam paczkę z Turcji do Polski.

Żona moja osobista zaordynowała zakup ziół do swoich intraktów, nalewek, miszkulancji i dekoktów. Poszedłem zatem do zaprzyjaźnionego od lat sklepu zielarsko – olejarskiego na zakupy. Zaopatrzyłem się w 2,5 kg kurkumy w czopkach (znaczy się w kawałkach) i 3 kilogramy najprzedniejszych super hiper extra goździków. Prima sort i w ogóle czad. Zapakowane jak do wysyłki. Bardzo pancernie. Właściciel, żonę moją osobistą wirtualnie pozdrowił, zdrowia życzył, dziecko błogosławił i modły zanosił, żebym wszelakiego dobra i dostatku dostąpił. Czytaj dalej

Między wiarą a miłością

Ona sunnitka on alewita. Od kilku lat są parą. Siedzimy w knajpie i gadamy o życiu, śmierci, islamie i stosunkach damsko męskich.
– Jak to u Was jest z parami mieszanymi? – pytam. – Możecie się tak, beż żadnego problemu mieszać między odłamami? Czytaj dalej

Kto wygra?

Na ścianie warsztatu wiszą czerwono – pomarańczowe emblematy.

– Kto wygra w tym sezonie? – pytam siedzącego przy maszynie starszego jegomościa. – Galatasaray czy Besiktas?
– Eee tam. Ani jeden, ani drugi. – odpowiada. – Kiepsko grają.
– Besiktas wygra. – odpowiada zza ściany drugi facet, nitujący właśnie stary fotel. – Teraz są na drugim miejscu. A jeszcze cztery kolejki do końca.

Podobni jacyś są Ci goście. Te same ruchy, te same przygarbione sylwetki, te same oczy. Ta sama serdeczność i uśmiech dla nieznajomego, który wlazł do ich kramu i chce im robić zdjęcia.

Dwaj bracia. Całe życie ze sobą. Całe życie wśród foteli, kanap i krzeseł. Całe życie kibicują. Tylko komu innemu.

Galatasaray

Galatasaray

Besiktas

Besiktas

Głos za plecami

Stoję pod Meczetem Nowym. Nie, żeby był taki całkiem nowy. Ot połowa XVII wieku. No więc stoję pod nim i słucham wieczornych serenad muezina.
– To czas modlitwy – odzywa się głos za moimi plecami.
Omiatam wzrokiem wysokiego, siwowłosego, brodatego jegomościa w krótkich gaciach. Uśmiecha się.
– Cieszysz się, że jesteś w Europie? – pyta.
– Mogło być lepiej, mogło być gorzej – odpowiadam dyplomatycznie. – A Ty się cieszysz, że Was tam pewnie nie będzie?
– Zawsze trzeba się cieszyć, nawet jak nie bardzo jest z czego. Bo wtedy lepiej się żyje. – odpowiada nieznajomy. – Rząd taki do dupy mamy, ale jakoś jest, jakoś jest. A ty z jakiego kraju jesteś?
– Z Polski – mówię.
– To też tam teraz macie do dupy – wyrokuje. – Prawie jak tutaj.
Patrzę zdziwiony.
– Co, nie wierzysz, że my tu wiemy coś o Polsce?
– Nooo – odpowiadam bardzo elokwentnie.
– Hahahaha. No to teraz pewnie zmienisz zdanie. Jest z czego się cieszyć.
Poszedł.

A ja zostałem z wezbraną falą własnych myśli oraz zapachami pieczonego mięsa, ryb i uryny.

Pierwszy wieczór i od razu tak prosto w ryja..