Myśli i widoki zebrane

Dziwny dzień. Senny i huzunny taki jakiś. Od rana nie chce mi się nigdzie ruszyć tyłka. Najchętniej leżałbym i spał. No może poprzewracał się jeszcze z boku na bok.

Zwlokłem się łóżka grubo po śniadaniu. W połowie mycia wyłączyli prąd. Koniec końców prysznic zmienił się w górski wodospad. Otrzeźwiałem w mgnieniu oka.

W czaszce kłębi się zbyt duża ilość doznań, bodźców, obserwacji i przemyśleń. Nic nie idzie, tak jak powinno. Muszę to z siebie w końcu wyrzucić. Czytaj dalej

Reklamy

Głos za plecami

Stoję pod Meczetem Nowym. Nie, żeby był taki całkiem nowy. Ot połowa XVII wieku. No więc stoję pod nim i słucham wieczornych serenad muezina.
– To czas modlitwy – odzywa się głos za moimi plecami.
Omiatam wzrokiem wysokiego, siwowłosego, brodatego jegomościa w krótkich gaciach. Uśmiecha się.
– Cieszysz się, że jesteś w Europie? – pyta.
– Mogło być lepiej, mogło być gorzej – odpowiadam dyplomatycznie. – A Ty się cieszysz, że Was tam pewnie nie będzie?
– Zawsze trzeba się cieszyć, nawet jak nie bardzo jest z czego. Bo wtedy lepiej się żyje. – odpowiada nieznajomy. – Rząd taki do dupy mamy, ale jakoś jest, jakoś jest. A ty z jakiego kraju jesteś?
– Z Polski – mówię.
– To też tam teraz macie do dupy – wyrokuje. – Prawie jak tutaj.
Patrzę zdziwiony.
– Co, nie wierzysz, że my tu wiemy coś o Polsce?
– Nooo – odpowiadam bardzo elokwentnie.
– Hahahaha. No to teraz pewnie zmienisz zdanie. Jest z czego się cieszyć.
Poszedł.

A ja zostałem z wezbraną falą własnych myśli oraz zapachami pieczonego mięsa, ryb i uryny.

Pierwszy wieczór i od razu tak prosto w ryja..

Targ wśród ruin

Któregoś dnia wyjdź z hotelu z mocnym postanowieniem, że chcesz zobaczyć kawałek prawdziwego stambulskiego, przeciętnego życia. Poczuć w końcu – tak odmienną od Twojej  – zwykła zwykłość dnia. Nasycić się smakami i zapachami nieznanych zaułków. Pomalować przyszłe wspomnienia patyną kurzu dawno zapomnianych przez odwiedzających miejsc. Być niedaleko głównych wycieczkowych punktów na mapie miasta, lecz  z dala od turystycznego blichtru. Bez ociekających złotem wystaw, marmurowych fasad i podłóg, lecz blisko urokliwej, przyziemnej codzienności, tej esencji życia, bez miłości do której niepodobna być szczęśliwym. Czytaj dalej

Schody straconych szans

Idę.

Most Galata już blisko. Słyszę głośną muzykę. Dobiega z drugiej strony podziemnego przejścia. Zaciekawiony, przyśpieszam kroku. Wychodzę na plac. Dookoła roi się od ludzi. Siedzą na betonowych schodach. Chodzą we wszystkich kierunkach. Krzyczą. Jedzą. Rozmawiają. Kłębią się.

Na najwyższym schodku siedzi grajek. Gra na gitaropodobnym instrumencie podpiętym pod wzmacniacz. Rytm wybija elektroniczny perkusista. Gra tradycyjne tureckie melodie. Przetworzony dźwięk ma koloryt metalowej gitary. Ludzie przytupują. Spontanicznie łapią się za ręce. Zaczynają tańczyć. Dookoła stojącego na placu śmietnika. Śmieją się. Klaszczą. Wybijają rytm. Czytaj dalej

Impresje o stambulskiej ulicy

Ulica kwitnie. Kupkami śmieci, wzgórkami śpiących na ławkach bezdomnych, przenośnymi budkami, w których kupisz pieczone kasztany, bułki i wodę.

Ulica drży. Klekotem tramwajów, warkotem autobusów, krokami tysięcy ludzi. Łoskotem przejeżdżającego nieopodal pociągu. Okrzykami demonstrantów.

Ulica jest jak oddech. Czujesz jej trzewia. Wdychasz spaliny, pył upału, smród śmietnika, zapach kwiatów z pobliskiej kwiaciarni. W nosie kręcą przypiekane przyprawy, słodkie wonie ciastek i obwarzanków. Czytaj dalej