U dietetyka

– Słuchaj, muszę iść do dietetyka – mówi moja stambulska kumpela, a mnie brwi zawijają się za potylicę. – Potrzebuję rozpiski diety na następne dwa tygodnie. Pójdziesz ze mną? Tylko muszę Cię o czymś uprzedzić. Gościu jest eee, no taki trochę specyficzny.

Ooooo. To mnie zaciekawia. Specyficzny, turecki dietetyk. W sam raz na opowiastkę. Pewnie, że idę. Czytaj dalej

Reklamy

Paczka dziwaczka czyli wysyłam paczkę z Turcji do Polski.

Żona moja osobista zaordynowała zakup ziół do swoich intraktów, nalewek, miszkulancji i dekoktów. Poszedłem zatem do zaprzyjaźnionego od lat sklepu zielarsko – olejarskiego na zakupy. Zaopatrzyłem się w 2,5 kg kurkumy w czopkach (znaczy się w kawałkach) i 3 kilogramy najprzedniejszych super hiper extra goździków. Prima sort i w ogóle czad. Zapakowane jak do wysyłki. Bardzo pancernie. Właściciel, żonę moją osobistą wirtualnie pozdrowił, zdrowia życzył, dziecko błogosławił i modły zanosił, żebym wszelakiego dobra i dostatku dostąpił. Czytaj dalej

Jak zostać klasycznie, w pełni i na własne życzenie zrobionym w wała – instrukcja praktyczna

Wstajesz z przeczuciem, że to będzie wspaniały dzień.

Wychodzisz z hotelu z niezłomnym zamiarem zwiedzenia parku dookoła pałacu Topkapi. Przechadzasz się zacienionymi alejkami, kontemplujesz szmer wody w fontannach, brak betonu i ciszę. Dochodzisz do kafejki, przysiadasz na tarasie, zamawiasz mosiężny imbryk z herbatą, robisz zdjęcia Bosforu. Popijasz słodki, mocny napar, myślisz że dasz radę, że cokolwiek się stanie, to i tak sobie poradzisz i w ogóle, że jesteś w porządku i do rzeczy. Czytaj dalej

Impresje o stambulskiej ulicy

Ulica kwitnie. Kupkami śmieci, wzgórkami śpiących na ławkach bezdomnych, przenośnymi budkami, w których kupisz pieczone kasztany, bułki i wodę.

Ulica drży. Klekotem tramwajów, warkotem autobusów, krokami tysięcy ludzi. Łoskotem przejeżdżającego nieopodal pociągu. Okrzykami demonstrantów.

Ulica jest jak oddech. Czujesz jej trzewia. Wdychasz spaliny, pył upału, smród śmietnika, zapach kwiatów z pobliskiej kwiaciarni. W nosie kręcą przypiekane przyprawy, słodkie wonie ciastek i obwarzanków. Czytaj dalej

O samotnym podróżowaniu

Rafał, napisz coś o podróżowaniu samotnie – rzekła koleżanka poproszona o sugestie, co powinno się teraz znaleźć na blogu. Pomysł przyczepił się do mnie, niczym kleszcz. Ssie krwiopijca jeden niemyty i wpuszcza bokiem trutkę. Pomysł kiełkuje, pęcznieje, ale odczepić się nie chce. Piszę więc, bo inaczej się nie uwolnię. Chcę w istocie napisać o pozwoleniu na samotną podróż. Innym i sobie. I czerpaniu radości, kiedy to już się dzieje.

Pamiętam swój gniew. Kiedy żona moja osobista powiedziała mi, że wyjeżdża na miesiąc do Indii, byłem wściekły. Czytaj dalej

Ale dlaczego właśnie Istambuł?

To drugie wśród najczęściej zadawanych pytań dotyczących moich wyjazdów do Turcji. Jakże trudno jest znaleźć krótką, syntetyczną i rzeczową odpowiedź. Taką, którą słuchacz przyswoiłby bez szemrania, zrozumiał, zaakceptował i jeszcze na dokładkę się z nią zidentyfikował. Strasznie to trudne. No bo jak tu opowiedzieć o tej niezwykłej energii, której tam doświadczam, o zdarzeniach, które nijak nie przytrafiają mi się w Polsce, o tej mozaice ludzi, ubrań, kultur, zwyczajów, codziennym uroku podróży na drugi kontynent. O tym, że ja – introwertyk w coraz większym stopniu – dobrze się czuję w miejscu, gdzie na stałe przebywa 18 milionów ludzi? O tym w końcu, że tam, właśnie tam zrozumiałem, co to znaczy być otwartym wobec innych?  Ano, spróbujmy. Czytaj dalej

Poranek

5:00. Budzi mnie jakiś dźwięk. Która to godzina? To mój telefon, czy imam wyjący w głośnikach podczas porannej modlitwy? I w ogóle, co to za barbarzyńska pora? Aaaa, przecież chciałem dziś znowu wstać przed świtem. Ciemno wszędzie, więc jeszcze ociupinkę pośpię. 5:15. Spać, nie spać, spać, nie spać, spać! 5:30, zwlekam się i stawiam stopę na ładowarce od baterii. K..a. Już się obudziłem. Czytaj dalej