Paczka dziwaczka czyli wysyłam paczkę z Turcji do Polski.

Żona moja osobista zaordynowała zakup ziół do swoich intraktów, nalewek, miszkulancji i dekoktów. Poszedłem zatem do zaprzyjaźnionego od lat sklepu zielarsko – olejarskiego na zakupy. Zaopatrzyłem się w 2,5 kg kurkumy w czopkach (znaczy się w kawałkach) i 3 kilogramy najprzedniejszych super hiper extra goździków. Prima sort i w ogóle czad. Zapakowane jak do wysyłki. Bardzo pancernie. Właściciel, żonę moją osobistą wirtualnie pozdrowił, zdrowia życzył, dziecko błogosławił i modły zanosił, żebym wszelakiego dobra i dostatku dostąpił. Czytaj dalej

Reklamy

Myśli i widoki zebrane

Dziwny dzień. Senny i huzunny taki jakiś. Od rana nie chce mi się nigdzie ruszyć tyłka. Najchętniej leżałbym i spał. No może poprzewracał się jeszcze z boku na bok.

Zwlokłem się łóżka grubo po śniadaniu. W połowie mycia wyłączyli prąd. Koniec końców prysznic zmienił się w górski wodospad. Otrzeźwiałem w mgnieniu oka.

W czaszce kłębi się zbyt duża ilość doznań, bodźców, obserwacji i przemyśleń. Nic nie idzie, tak jak powinno. Muszę to z siebie w końcu wyrzucić. Czytaj dalej

Między wiarą a miłością

Ona sunnitka on alewita. Od kilku lat są parą. Siedzimy w knajpie i gadamy o życiu, śmierci, islamie i stosunkach damsko męskich.
– Jak to u Was jest z parami mieszanymi? – pytam. – Możecie się tak, beż żadnego problemu mieszać między odłamami? Czytaj dalej

Targ wśród ruin

Któregoś dnia wyjdź z hotelu z mocnym postanowieniem, że chcesz zobaczyć kawałek prawdziwego stambulskiego, przeciętnego życia. Poczuć w końcu – tak odmienną od Twojej  – zwykła zwykłość dnia. Nasycić się smakami i zapachami nieznanych zaułków. Pomalować przyszłe wspomnienia patyną kurzu dawno zapomnianych przez odwiedzających miejsc. Być niedaleko głównych wycieczkowych punktów na mapie miasta, lecz  z dala od turystycznego blichtru. Bez ociekających złotem wystaw, marmurowych fasad i podłóg, lecz blisko urokliwej, przyziemnej codzienności, tej esencji życia, bez miłości do której niepodobna być szczęśliwym. Czytaj dalej

Twarz w tłumie

O tej porze Most Galata tętni codziennym zgiełkiem. Trotuar ugina się pod nogami tłumów przechodniów, drży pod kołami tysięcy przejeżdzających samochodów, skrzypi hurkotem długich, wypełnionych ciżbą wagonów tramwajów. Żar leje się z nieba. Wędkarze cierpliwie czekają na upragnioną rybną zdobycz. Sprzedawca kasztanów pcha swój wózek. Widać go w oddali płynącej przez most ludzkiej rzeki. Niedaleko mnie mały Syryjczyk sprzedaje wodę. Obok niego jakaś para robi sobie selfie telefonem zamocowanym na specjalnym uchwycie.

I nagle wśród tego jazgotu, zgiełku i kakafonii pisków, skrzypnięć, wizgów, pomruków, uczuć, marzeń i czynów pojawia się on. I wszystko cichnie, gaśnie, odpływa gdzieś w nicość. Czytaj dalej

Mikrostambuł czyli o moście Galata

Nie pamiętam, ile razy po nim przeszedłem. W tamtą stronę, z powrotem, po lewej części, po prawej, rano, wieczorem, w południe i w nocy. Wśród tłumów i prawie samotnie. W skwarze i w deszczu. W pośpiechu i powoli. Smakując każdy krok i bez żadnej refleksji i zastanowienia. Naprawdę nie pamiętam. Dużo, często kilka razy dziennie. Bo w sumie to najprostszy sposób na przemieszczenie się pomiędzy Beyoglu a Eminonu i na odwrót. To tak, jak z trasą z Gdańska do Gdyni. Trzeba przejechać przez Sopot. Inne drogi oczywiście są możliwe. Ale po co z nich korzystać jeśli ta jest najkrótsza? A przy okazji najciekawsza? Czytaj dalej