Myśli i widoki zebrane

Dziwny dzień. Senny i huzunny taki jakiś. Od rana nie chce mi się nigdzie ruszyć tyłka. Najchętniej leżałbym i spał. No może poprzewracał się jeszcze z boku na bok.

Zwlokłem się łóżka grubo po śniadaniu. W połowie mycia wyłączyli prąd. Koniec końców prysznic zmienił się w górski wodospad. Otrzeźwiałem w mgnieniu oka.

W czaszce kłębi się zbyt duża ilość doznań, bodźców, obserwacji i przemyśleń. Nic nie idzie, tak jak powinno. Muszę to z siebie w końcu wyrzucić. Czytaj dalej

Reklamy

Grand Rue De Pera

W niedzielę rano na stambulskie ulice i chodniki są raczej pustawe. Samochodów niewiele. O przechodniów się nie obijam, nie muszę nigdzie stać, ani dreptać w miejscu niczym pingwin z Madagaskaru. Jak – nie przymierzając – w godzinach szczytu w miasteczku, w którym mieszkam. Słońca tylko więcej. I krajobraz zdecydowanie inny.

Popijam kawę, siedząc naprzeciwko wejścia do sanktuarium mewlewitów w Perze. Bilety kupione. Wieczorem czeka mnie spektakl wirujących derwiszy. Ale to później. Na przedpołudnie zaplanowałem włóczęgę po zaułkach Beyoglu. Eskapadę tu i tam, ulicznymi zakrętasami ongiś reprezentacyjno – kosmopolitycznej dzielnicy Stambułu. Sprawdzam ustawienia aparatu i mrużąc oczy, zagłębiam się w okraszone porannym słońcem kaniony uliczek. Czytaj dalej