Twarz w tłumie

O tej porze Most Galata tętni codziennym zgiełkiem. Trotuar ugina się pod nogami tłumów przechodniów, drży pod kołami tysięcy przejeżdzających samochodów, skrzypi hurkotem długich, wypełnionych ciżbą wagonów tramwajów. Żar leje się z nieba. Wędkarze cierpliwie czekają na upragnioną rybną zdobycz. Sprzedawca kasztanów pcha swój wózek. Widać go w oddali płynącej przez most ludzkiej rzeki. Niedaleko mnie mały Syryjczyk sprzedaje wodę. Obok niego jakaś para robi sobie selfie telefonem zamocowanym na specjalnym uchwycie.

I nagle wśród tego jazgotu, zgiełku i kakafonii pisków, skrzypnięć, wizgów, pomruków, uczuć, marzeń i czynów pojawia się on. I wszystko cichnie, gaśnie, odpływa gdzieś w nicość. Czytaj dalej

Reklamy

Bollystambuł

Dzwoni Mehmet.

Musisz dziś przyjść na Istiklal do zajezdni tramwajowej – mówi. – Będzie się działo. Tylko aparat weź.

No ale co się będzie działo??? – pytam.

Pojeździmy tramwajem – odpowiada tajemniczo. – Zobaczysz na miejscu. Czytaj dalej

Fatih, Fener, Balat

Kontrast.

Wszędzie kontrast. Głębokie cienie i jasne światła. Tuż obok siebie. W upalny, słoneczny dzień wyostrza się, wypełza z każdego zakamarka. Garnie się przed obiektyw. Panoszy się po ulicach, iskrzy się w praniu wiszącym na linkach pod brudnymi twarzami okien. Ignoruje granice. Nie bierze jeńców. Okrąża, wszechogarnia, by w końcu posiąść całkowicie. Czytaj dalej

Wejść tam, gdzie nie wchodzą inni.

Stoję na moście Galata i przyglądam mu się. Zachodzące słońce żółci swoim blaskiem kamienie budowli. Za mną szumią samochody i tramwaje. W górze i pode mną krzyczą rybitwy, walcząc o kolejny rybny łup. Cztery minarety, dostojna, choć smukła i wizualnie lekka konstrukcja wieńczą jedno ze stambulskich wzgórz. Obok Hagii Sophii i Meczetu Błękitnego ten widok należy do najbardziej oczywistych wizytówek miasta. Z daleka, z bliska, z Europy czy z Azji, wszędzie widać go jak na dłoni. Meczet Sulejmana na stałe zagościł w pejzażu Stambułu. Czytaj dalej

Schody straconych szans

Idę.

Most Galata już blisko. Słyszę głośną muzykę. Dobiega z drugiej strony podziemnego przejścia. Zaciekawiony, przyśpieszam kroku. Wychodzę na plac. Dookoła roi się od ludzi. Siedzą na betonowych schodach. Chodzą we wszystkich kierunkach. Krzyczą. Jedzą. Rozmawiają. Kłębią się.

Na najwyższym schodku siedzi grajek. Gra na gitaropodobnym instrumencie podpiętym pod wzmacniacz. Rytm wybija elektroniczny perkusista. Gra tradycyjne tureckie melodie. Przetworzony dźwięk ma koloryt metalowej gitary. Ludzie przytupują. Spontanicznie łapią się za ręce. Zaczynają tańczyć. Dookoła stojącego na placu śmietnika. Śmieją się. Klaszczą. Wybijają rytm. Czytaj dalej

Poranek

5:00. Budzi mnie jakiś dźwięk. Która to godzina? To mój telefon, czy imam wyjący w głośnikach podczas porannej modlitwy? I w ogóle, co to za barbarzyńska pora? Aaaa, przecież chciałem dziś znowu wstać przed świtem. Ciemno wszędzie, więc jeszcze ociupinkę pośpię. 5:15. Spać, nie spać, spać, nie spać, spać! 5:30, zwlekam się i stawiam stopę na ładowarce od baterii. K..a. Już się obudziłem. Czytaj dalej