Za rogiem był stadion. I owce skubiące trawę pomiędzy bramkami. Na ławeczce niedaleko przysiadł starszy Pan. Zawibrował sędziowski gwizdek. Owce w podskokach zbiegły się do właściciela.

– To moje dzieci – zaciąga się papierosem. – Mam już 82 lata i nie mogę chodzić za daleko. A owcze kupy dobre są na trawę. Szybko rośnie. Ale krów tu nie pasiemy.

Całe szczęście, myślę sobie. Bo i jak tu na takiej murawie, upstrzonej krowimi plackami robić wślizgi i kontrolowane pady. Owcze gówienka małe, więc może ćwiczący tu chłopcy jakoś dają radę.

Dziadek pyta, skąd jestem. Potakuje, słysząc odpowiedź. I snuje opowieść.

– W latach czterdziestych wieś niemal zupełnie spłonęła. Zostało tylko kilka chałup. Na pomoc przyjechali Polacy z Polonezkoy (to pobliska osada założona przez Polaków na początku XIX wieku, dziś popularny kurort wypoczynkowy). Na furmankach mieli drewno. Pomogli nam odbudować wioskę. Jestem im za to bardzo wdzięczny.

Milknie, zapatrzony gdzieś w dal. Nieopodal dwie czarne owce bliźniaczki skubią zieleninkę, pobekując od czasu do czasu. Sielskość do sześcianu.

Odchodzę, nie chcąc przerywać zadumy.

– Drzewa są chore – odzywa się nagle. – Chcą je wyciąć. A mają po dwieście – trzysta lat. Ja też niedługo umrę.

Stambuł 2017

Stambuł 2017

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s