O tej porze Most Galata tętni codziennym zgiełkiem. Trotuar ugina się pod nogami tłumów przechodniów, drży pod kołami tysięcy przejeżdzających samochodów, skrzypi hurkotem długich, wypełnionych ciżbą wagonów tramwajów. Żar leje się z nieba. Wędkarze cierpliwie czekają na upragnioną rybną zdobycz. Sprzedawca kasztanów pcha swój wózek. Widać go w oddali płynącej przez most ludzkiej rzeki. Niedaleko mnie mały Syryjczyk sprzedaje wodę. Obok niego jakaś para robi sobie selfie telefonem zamocowanym na specjalnym uchwycie.

I nagle wśród tego jazgotu, zgiełku i kakafonii pisków, skrzypnięć, wizgów, pomruków, uczuć, marzeń i czynów pojawia się on. I wszystko cichnie, gaśnie, odpływa gdzieś w nicość.

Wynurza się z tłumu. Kroczy powoli, zgięty w pół, podpierając laską chwiejny, drobny krok. Stara wytarta marynarka w paski, kraciasta flanelowa koszula, workowate spodnie, mała, zrobiona pewnie na szydełku czapeczka, przypominająca modlitewne kufi. Sądzę, że ma sporo ponad osiemdziesiąt lat. Może więcej.

Jeśli jest tak w istocie, to pamięta jeszcze czasy Ataturka. Musiał dorastać razem z młodą Republiką. Podczas największego światowego kataklizmu musiał być w wojsku, choć wojna przeszła obok niego, prawie niezauważona. Prawie, bo w 1945  neutralna do tej pory Turcja stanęła po stronie zwycięzców. Pewnie wściekał się, jak miliony innych Turków,  gdy Sowieci chcieli na konferencji poczdamskiej skorygować na swoją korzyść dwustronne granice. Widział trzy kolejne zamachy stanu. Ten z 27 maja 1960 roku, przeprowadzony przez generała Gursela w wyniku którego zmieniono konstytucję a sam Gursel, po wyborach w październiku 1961 r. został prezydentem. I kolejnne dwa, nieudane przeprowadzone w 1962 i 1963 przez pułkownika Talata Aydemira.

Przeżył w swoim długim życiu kilka kryzysów gospodarczych. I być może świętował 20 tytułów mistrzowskich Galatasaray.

Studiuję jego twarz. Niezwykłą. Patrzę na głęboko osadzone, uważne oczy. Na grube zmarszczki pokrywające czoło i policzki. Na mięsisty zakrzywiony nos, wąskie usta i mocno wysunięty podbródek. Na starannie przystrzyżoną, siwą brodę. Na żółwią skórę szyi. Zastanawiam się, czy zawsze żył w Stambule? Czy pamięta drewniane łodzie kursujące kilkadziesiąt lat temu po Bosforze? Czy kupował od rybaków świeżo złowione ryby, stojąc na deskach pomostów w Karakoy? Czy jeździł starym tramwajem, takim samym jak ten wożący dziś turystów po Alei Niepodległości? Czy pił rakiję w ukrytych w zakamarkach Beyoglu spelunkach? Czy chodził po starym, żelaznym moście Galata, tym z 1912 roku? Czy widział pogrom Greków w 1955 roku? Czy karmił gołębie, wałęsające się bezpańskie psy i koty? Modlił się w którymś z historycznych stambulskich meczetów? Chodził do dawnej osmańskiej łaźni? Jadł kasztany i kebab kupione w przydrożnej budce? Cieszył się, gdy 15 lat temu do władzy doszli islamiści z AKP?

Nie wiem, gdzie mieszka. Nie wiem, czy ma rodzinę, ani kto dba o wygląd jego zarostu. Nie ma pojęcia, jak się nazywa, skąd i dokąd idzie. Lecz jest w nim coś takiego, co każe mi zatrzymać się i podnieść aparat do oka. Bije od niego jakaś wewnętrzna siła i determinacja. Widzę w nim żywą historię miasta i kraju. Aspiracji i ambicji, klęsk i rozczarowań. Wiary i zmęczenia. Wciąż żywe świadectwo upływającego czasu zawieruchy i spokoju.

Przechodnie, prący zwartym tłumem z przeciwnej strony rozstępują się. Zwalniają, przystają.  Niektórzy z szacunkiem pochylają głowy. Nawet rozszczebiotana selfie para opuszcza smartfona i patrzy.

A on bez wahania, bez jednego zatrzymania, podąża dalej prosto ku swemu losowi.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s