Wieczorem pomyślałem, że pójdę na piwo. Chciałem usiąść gdzieś, w jakiejś knajpce na uboczu i spokojnie pomyśleć. Pięć minut spaceru i jestem już na Istiklal. Ktoś pyta, czy mam ogień. Rzecz jasna nie mam. Przecież nie palę. Chłopak przygląda mi się uważniej. „O.. nie jesteś Turkiem” – mówi – „A wyglądasz już jak Turek” – śmieje się i pokazuje moją brodę. Faktycznie, zapomniałem zabrać z Polski przybory do golenia.

Rozglądam się, szukając odpowiedniego miejsca. Obok mnie przystaje starszy mężczyzna. Wyraźnie utyka, porusza się o lasce. „Czy to jest manualny aparat”? – pyta wskazując na mojego Pena-F. „Kiedy byłem młody, miałem taki mały aparat. Teraz już go nie mam. Musiałem sprzedać. Spoglądam na niego zaintrygowany. Nie wyczuwam żadnego zagrożenia. Nie wygląda mi też na bezpośredniego naciągacza. „Czy wiesz, kto to jest Ara Gular”? – kontynuje. Oczywiście, że wiem. Najsłynniejszy fotograf Stambułu ma tu niedaleko swój dom. I knajpkę, która przyciąga tłumy ludzi chcących zobaczyć Mistrza. Na próżno. Gular bardzo rzadko się w niej pojawia. Nie czuje już potrzeby obcowania z innymi. „Pięknie fotografował Stambuł. Pokazywał to, co w nim najpiękniejsze i najbrzydsze. Pokazywał normalne, codzienne życie. To są wspaniałe zdjęcia.” Przytakuję, mówiąc, że to dzięki jego fotografiom pokazuję Stambuł w czerni i bieli. Pytam skąd zna angielski? W latach osiemdziesiątych studiował germanistykę Niemczech. Jednym z przedmiotów był również język angielski. Zarabiał na studia, zmywając naczynia w knajpach i sprzątając mieszkania. Po powrocie został tłumaczem. Obsługiwał każdą większą imprezę, w której uczestniczyli Niemcy. Do czasu wypadku.

„Może usiądziemy gdzieś i porozmawiamy”? – pyta. – „Dawno z nikim nie rozmawiałem. Na imię mi Osman”.

W pobliskim zaułku jest kilka wolnych stolików. Kelnerka przygląda się nam uważnie. W jej oczach dostrzegam zdziwienie. Cóż. Ja też dziwię się sam sobie. Turysta zaprasza menela do kawiarni. Raczej niecodziennie widzi się takie obrazki. Zamawiam herbatę. Osman prosi o rakiję. „Wiesz, muzułmański charakter Turcji to tylko fasada. Ludzie mają tu dwie twarze. Rozejrzyj się dookoła. Wszyscy piją” – mówi. No jasne, przecież jesteśmy na Beyoglu. Osman miesza ostrożnie alkohol z wodą. Czy według Ciebie źle zrobiłem, że zamówiłem wódkę?” – pyta. Nie, zrobiłeś, co uważałeś za słuszne. Jeśli zrobisz coś niestosownego, po prostu wstanę i sobie pójdę”. Kiwa głową. „Opowiedz mi o sobie” – proszę.

„Kiedyś mieszkałem w Nisintasi. To tam, gdzie swój dom miał Pamuk. Dobrze mi się powodziło. Ciągle byłem zajęty. Tłumaczyłem od rana do wieczora”. Pokazuje wizytówki. Niektóre z nich są całkiem niedawne. Odnośniki do facebooka i twittera. Raz nawet pojawia się 500px, a to przecież dość świeży portal. „Teraz mieszkam w Tarlabasi”. „Jesteś Kurdem?” – pytam. „Nie” – odpowiada z mocą wyrywając się nagle z zadumy i melancholii. – „Tam jest po prostu taniej”.

Pytam o wypadek. „Motor, miałem połamaną nogę w kilku miejscach. Kilka miesięcy rehabilitacji. Nie mogłem już jednak chodzić tak szybko, jak dawniej. Przestano mnie zatrudniać. Dziś już nie tłumaczę. Jakiś czas temu, zacząłem wyprzedawać po kolei swoje rzeczy, żeby mieć za co żyć. Dziś chodzę po ulicach i szukam ludzi, którzy chcą się uczyć niemieckiego. Ale ciężko jest znaleźć kogoś w ten sposób. Rozmawiasz z człowiekiem, który przegrał swoje życie.”

Robię mu zdjęcie. Nie patrzy w obiektyw. Mówi, że nie potrafi. Wciąż jeszcze dba o siebie. Na zaroście widać oznaki pielęgnacji. Ręce wciąż nie zniszczone życiem. Tylko te oczy. Jest w nich jakaś bezdenna, pełna beznadziei rozpacz. Im dłużej się im przypatruję, tym bardziej jestem skłonny mu uwierzyć. Tego nie da się zagrać. W oczach widać wyraźnie chorą, umęczoną życiem duszę.

Przez jakiś czas milczymy. Osman patrzy przed siebie, pogrążony w swoich niewesołych myślach. Powolutku sączy rakiję. Blask świec ustawionych na stoliku odbija się w jego źrenicach. I nagle, jakby czytał w moich myślach: „Wiesz” – mówi – „ja naprawdę jestem już zmęczony. Czasem zastanawiam się, dlaczego wszystko to spotkało właśnie mnie. I coraz częściej modlę się do Boga i prosząc go, by przerwał już to cierpienie. Bo sam nie mam odwagi tego zrobić.”

Znowu milknie. W końcu wyrzuca z siebie jednym tchem. „Rafał, nie mam czym zapłacić za pokój. Nie wiem czy będę dziś spał w swoim łóżku. Właściciel powiedział mi, że albo zapłacę albo muszę oddać klucz. Czy mogę coś dla Ciebie zrobić? Pokazać Ci taki Stambuł jakiego jeszcze nie widziałeś?” Cieszy mnie myśl, że chce to zrobić uczciwie. Że chce zarobić. Nie dostać jałmużnę. Zapracować. „Pokaż mi Tarlabasi, Osman.” Znasz ludzi, znasz teren. Bądź moim przewodnikiem po tej dzielnicy. „Czy zapłacisz mi dziś?” – pyta. Nie, zrobię to zaraz po tym jak skończymy naszą wyprawę. „Dobrze” – uśmiecha się smutno – „Życz mi szczęścia. Mam nadzieję, że nie będę dziś spał na ulicy”.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s