Przenikliwy śpiew. Dochodzi gdzieś z lewej. Świdruje mózg niczym wiertło. Mrok pomieszczenia ledwie rozjaśnia zawieszona pod sufitem zielona lampka. Ścisk. Zapach potu. Chrapliwe oddechy. Białe kufi. Drgające, wibrujące. Dziesiątki rąk przy głowach. „La ilaha illa ‚llah, La ilaha illa ‚llah”!!!*. Ciała kołyszą się raz w lewo, raz w prawo. Głowy w przeciwną stronę do reszty ciała. Głos unosi się o kilka dźwięków wyżej. Śpiew przyśpiesza. Ruchy stają się szybsze, gwałtowniejsze, bardziej ekstatyczne. La ilaha illa ‚llah, La ilaha illa ‚llah”!!. Samotny derwisz wiruje w środku. Bez wytchnienia, bez żadnej przerwy. Krzyk, rytm, śpiew, kołyszące się ciała, trans. Zjednoczenie. Z Bogiem, Ze sobą. Z innymi…

Jemal był bardzo tajemniczy.

– Rafał – powiedział. – Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej o sufich, o ich zwyczajach i rytuałach, powinieneś tam ze mną pójść. Będziemy wspominać Allacha. To dla ciebie szansa zobaczyć, jak to robimy. Rozmawiałem z szejkiem. Masz jego zaproszenie i zgodę na obecność podczas tej zamkniętej uroczystości. Możesz pytać, o co chcesz. Nie wolno Ci jednak robić zdjęć. Nie dlatego, że ci nie ufamy, ale dlatego, że nie wszyscy rozumieją istotę naszych rytuałów. Jesteśmy sufi, a to nie znaczy to samo, co przeciętny muzułmanin. Mam nadzieję, że rozumiesz, o co nam chodzi. Rozumiem, doskonale wiem, że sunnicka większość delikatnie mówiąc nie przepada za innymi odmianami islamu.

Trzy godziny później stoimy przed ciężką, żelazną bramą. Pomiędzy grubymi prętami majaczą szerokie, niskie schody. Tekke Kadirhane nie jest specjalnie widoczne z ulicy. Brązowy, drewniany budynek – przypominający dawne osmańskie rezydencje – kryje się za kamiennym murem odgradzającym go od ulicy. Oryginalne pomieszczenia tekke spłonęły kilkanaście lat temu. Dziś siedziba tego sufickiego zgromadzenia mieści się w domu szejka. Na progu wita nas jeden z uczniów. Zdejmujemy buty. Przy wejściu do pierwszego pokoju przejmuje nas inna osoba. Schodami w górę docieramy do sali głównej. Pod ścianami rozłożono jagnięce skóry i poduszki. Siadamy, któryś z domowników podaje herbatę. Tuż obok, za zasłoną, w osobnym pomieszczeniu zbierają się kobiety. Służba donosi tacę z napojami na próg pokoju. Dalej obsługę przejmują już same panie.

Główne pomieszczenie wyłożono miękkimi, wiekowymi dywanami. Zielone ściany ozdobiono oprawionymi w ramy cytatami z Koranu. W rogu zawieszono kilka bębnów, obraz przypominający miecz o podwójnym rozwidlającym się ostrzu oraz wyglądającą jak makrama turecką flagę. Na centralnej ścianie – nad miejscem, gdzie zasiada starszyzna – umieszczono ogromny kwadratowy obraz róży. Sufi uważają ją za symbol miłości. W głębi pokoju pod ścianami stoją dwie kanapy. Pod oknem na misternie wykonanym mikrosekretarzyku spoczywa Koran. W powietrzu wyczuwa się ledwie uchwytną woń starości.

Sala powoli wypełnia się kolejnymi gośćmi. W pokoju obok kilka osób zaczyna śpiewać szybką, rytmiczną pieśń. Przyglądam się jednemu z obrazów. Kilka kręgów ludzi w turbanach trzymających się za ręce. W samym środku wiruje samotny derwisz. Podchodzi Jemal. Mówi, że musi już iść i rozpocząć przygotowania. Jednocześnie przedstawia mnie komuś ze starszyzny. Wysoki, gruby, na oko sześćdziesięcioletni mężczyzna wita się ze mną wylewnie. Zamyka moją rękę w swoich potężnych dłoniach i nieustannie ją potrząsając pyta, jak mi na imię, skąd jestem i jak mi się tu podoba. Życzy mi ciekawych przeżyć i znika w pokoju śpiewaków. W tłumie przybyłych dostrzegam Mauricia. Poznaliśmy się kilka dni temu w domu Yakupa Baby. Cieszę się, że tu jest. – Spóźniłem się na samolot – mówi. – Poleciał beze mnie. Chyba zostanę tu jeszcze tydzień i postudiuję u sufich. W sumie i tak nie mam co robić. Tutaj coś zjem, a po wszystkim pójdę poszukać jakiegoś noclegu. Uśmiecha się rozbrajająco. Chciałbym odczuwać na codzień taką niefrasobliwość. Obok nas przysiada młody chłopak. Ma wyraźny amerykański akcent. To David. Przyjechał do Stambułu półtora roku temu. Chciał przeprowadzić badania etnograficzne wśród sufich. Został. Mówi, że w końcu znalazł ten poziom duchowości, którego tak długo szukał. – A ty jesteś Rafał, prawda? – Jemal prosił bym Cię odnalazł i pomógł, jeśli będzie trzeba.

Do sali wchodzą uczniowie. Rozkładają na ziemi obrusy. Na nich ustawiają niskie, składane, okrągłe stoły. Na każdym stole 12 nakryć. Pamięć o dwunastu imamach przetrwała nawet w organizacji posiłku. Siadamy w sześciu kręgach. Krótka modlitwa. David instruuje mnie, jak się zachować. Ręce płasko na stole obok nakrycia, głowa lekko pochylona. Klęczymy dookoła stołów, opierając pośladki o pięty. Nawet na skórach nie jest to specjalnie wygodne. Co jakiś czas muszę wyprostować kolana. Pytam o ból. – Kiedyś sam o to zapytałem. Szejk powiedział mi, że ból nie jest istotny w obliczu Boga – odpowiada z uśmiechem.

Szejk osobiście nakłada z wielkich kotłów każde danie. Uczniowie roznoszą jedzenie do każdego ze stołów. Chleb z jogurtem na początek, potem zawiesista mięsna zupa i potrawka jagnięca z ryżem bułgarskim na drugie danie. Na koniec desery. Kobiety jedzą w osobnym pomieszczeniu. Przez dłuższy czas słychać tylko stukot metalu o szkło. Przyzwyczajony do zachodnich standardów machinalnie odkładam sztućce na talerz. Okazuje się, że to błąd. Powinienem odłożyć je na serwetkę. Talerz zostanie wykorzystany do nałożenia kolejnego dania. Widzę jak goście używając odłamanych kawałków pieczywa oczyszczają talerze przed jego kolejnym użyciem. Ostatnie grona i kawałki baklavy znikają z talerzy. Krótka modlitwa po posiłku i uczniowie składają stoły i obrusy. Czas na rozmowy.

Podpytuję Davida o szczegóły tego, co ma się wydarzyć. W istocie zikr jest ceremonią wspominania Boga, doświadczania jedności wiernych z absolutem, czerpaniem energii od Istoty Wyższej. Celem jest głębsze dostrojenie się do wszechświata, odnalezienie w sobie i wzmocnienie pokładów miłosierdzia i współczucia, a w rezultacie silne odczuwanie błogosławieństwa. – Jak to będzie wyglądało? – pytam. – Nikt nie chce mi tego powiedzieć. – Zobaczysz – odpowiada David. – Słowa są zbyt płytkie, by opisać to doświadczenie. Sam musisz przez to przejść.

Goście zaczynają gromadzić się w głównej sali. Jeden z domowników wskazuje mi miejsce na kanapie. Mogę siedzieć i obserwować przebieg zdarzeń. Ludzie ustawiają się w szeregi, jeden obok drugiego. Z przodu, blisko ściany stoi imam – prowadzący salat – jedną z pięciu obowiązkowych modlitw muzułmanina. Allahu Akbar! Allahu Akbar! Aszhadu an la Ilaha Illal-lah!  Aszhadu anna Muhammadan Rasulullah!**…

Piętnaście minut później na salę wchodzi Jemal. Ubrany w strój derwisza, okryty czarnym płaszczem staje pośrodku dywanu. Ludzie spontanicznie zaczynają tworzyć kręgi wokół derwisza. Światło przygasa. Salę oświetla już tylko jedna zielona lampka. Nieco z boku stają czterej mężczyźni. To chór. Intonują pierwsze słowa zikr: Bismillah ir-Rahman ir-Rahim. Estaughfirullah, tubtu ila ‚llah, wa na `aytu qalbi an ma siwa ‚llah***.

Derwisz wchodzi w krąg. Zrzucił już płaszcz. Kłania się szejkowi. Zaczyna wirować. Śpiew przybiera na sile. Nieco szybszy, nieco wyższy, nieco potężniejszy. Jedna ręka w górze, środkiem dłoni do nieba, druga w dole środkiem do ziemi. Ściąga energię wszechświata i rozsyła ją dalej. To jego zadanie. Jest łącznikiem między Absolutem a modlącymi ludźmi. Kręgi mężczyzn zaczynają się poruszać. La ilaha illa ‚llah. Ciała pochylają się w przód na prawo, wracają na środek, potem w lewo i wracają. Śpiew chóru wzmaga się. Coraz bardziej ekstatyczny, jękliwy. Modlący się skandują La ilaha illa ‚llah. W prawo, pochył, środek w lewo, pochył, środek. La ilaha illa ‚llah. Derwisz w środku wiruje. Widać krąg jego sukni i obracającą się brązową czapę z owczego włosia. Allah, Allah Haqq!****

Zaczynają grać bębny. Śpiew staje się jeszcze wyższy. Skandowanie przyśpiesza. Nie wiem ile to już trwa. Na początku próbowałem liczyć. Zgubiłem się. Widzę przed sobą pochylające się głowy. W nozdrzach czuję zapach potu. Jest gorąco i duszno. Głosy chóru wibrują. Ludzie skandują krótko: Ya Hayy!! Ya Hayy!! Ya Hayy!!***** Coraz szybciej, coraz głośniej, coraz gwałtowniej. Ciała uginają się w rytm skandowanej frazy. Głośniej, szybciej, mocniej. Czuję jak energia krąży, jak omiata zapamiętałych w modlitwie ludzi. Jak wzrasta, jak już za chwilę za moment wybuchnie, rozsadzi, rozwierci, rozniesie ten pokój, dom i wszystko wokół. Na końcu jest już tylko proste Hu! Hu! ****** Trans. Wir. Ruch, Krzyk!

I nagle wszystko cichnie. Jemal – wirujący dotąd w zapamiętaniu zamiera w środku w głębokim pokłonie. Rozglądam się dokoła. Krople potu na twarzach. W oczach ogień. I coś jeszcze. Szczęście. Poczucie jedności. Braterstwo. Ludzie stoją w skupieniu. Przesuwają rękami po twarzy na znak rytualnego zakończenia modlitwy. Obejmują się, uśmiechają. Patrzę na zegarek. Minęło pół godziny. Jemal siada na kanapie. Nie rozumie, co się do niego mówi. Jest jeszcze w innym świecie, w innym wymiarze. Wyczerpany, półleżąc uspokaja błędnik. Ludzie siadają, gdzie mogą. Uczniowie przynoszą herbatę.

Podchodzi do mnie David z szejkiem. Dziękuję mu za możliwość bycia i zobaczenia ceremonii. Nie wiem, czy mówię składnie. Czuję się przytłoczony, odurzony tym, co przed chwilą widziałem. Bez dystansu, bez należytej refleksji. Szejk wyciąga dłoń, przez chwilę uważnie przygląda się mojej twarzy. Bije od niego siła i stanowczość. David tłumaczy jego słowa. – Być, znaczy widzieć, widzieć znaczy dotknąć. Dotknąć to pierwszy krok do zrozumienia. Miałeś okazję zobaczyć, jak modlą się sufi. Inaczej, niż wy chrześcijanie, prawda? Cieszymy się, że tu byłeś. Jeśli znów będziesz w Stambule, nie wahaj się nas odwiedzić. Ci, którzy pragną zrozumieć inną kulturę są tu zawsze mile widziani.

Świeże powietrze. Zataczam się jak pijany. Gdzieś z oddali dochodzi do uszu szum miasta. Noc spowija zaułki Beyoglu. W głowie wciąż rozbrzmiewają słowa szejka. „Pierwszy krok do zrozumienia”. Co właściwie zrozumiałem? Nie wiem. Jeszcze nie wiem. Nie w tej chwili. Idziemy z Mauricio i Brigitte w dół w kierunku Bosforu. Chcemy pooglądać Azję nocą.

Przypisy:

* Nie ma Boga poza Bogiem Jedynym.

** Bóg jest Wielki. Zaświadczam, że nie ma boga prócz Allaha. Zaświadczam, że Muhammad jest Wysłannikiem Allaha.

*** W imię Boga, Najmiłosierniejszego, Współczującego. Boże przebacz mi, proszę oczyść moje serce ze wszystkiego oprócz Ciebie.

**** Bóg jest prawdą / rzeczywistością

***** Żyjący.

******Ty! Ty!

Ilustracja sufickiej ceremonii Zikr

Dźwiękowy zapis fragmentu ceremonii zikr

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Zikr

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s