W niedzielę rano na stambulskie ulice i chodniki są raczej pustawe. Samochodów niewiele. O przechodniów się nie obijam, nie muszę nigdzie stać, ani dreptać w miejscu niczym pingwin z Madagaskaru. Jak – nie przymierzając – w godzinach szczytu w miasteczku, w którym mieszkam. Słońca tylko więcej. I krajobraz zdecydowanie inny.

Popijam kawę, siedząc naprzeciwko wejścia do sanktuarium mewlewitów w Perze. Bilety kupione. Wieczorem czeka mnie spektakl wirujących derwiszy. Ale to później. Na przedpołudnie zaplanowałem włóczęgę po zaułkach Beyoglu. Eskapadę tu i tam, ulicznymi zakrętasami ongiś reprezentacyjno – kosmopolitycznej dzielnicy Stambułu. Sprawdzam ustawienia aparatu i mrużąc oczy, zagłębiam się w okraszone porannym słońcem kaniony uliczek.

Kto myśli, że za fasadami modernistycznych kamienic nic się już nie kryje, ten jest w błędzie. Niektóre budynki mają wewnętrzne korytarze, zadaszone ciągi komunikacyjne, poprzecinane umieszczonymi na piętrach mostkami korytarze. Niektóre z nich ciągną się po kilkadziesiąt metrów w głąb murów. W mrocznych zakamarkach przycupnęły kafejki, zakłady krawieckie, fryzjerskie, staromodne wnętrza antykwariatów, wabiące blaskiem sklepy z biżuterią. Tutejsze bramy kryją przejścia do osobnych mikroświatów. Chronią ich prywatność, a bywalcom dają wytchnienie od tłumu głównych arterii. Wieczorem te miejsca tętnią życiem, dudnią ludzkim gwarem i muzyką, upajają wonią pieczystego, tytoniu i alkoholu. Teraz, tylko co jakiś czas gdzieś przemyka zbłąkana ludzka sylwetka, idąca gdzieś za swoimi sprawami lub przysiadająca przy kawiarnianym stoliczku, by napić się herbaty. Kilku zapalonych miłośników futbolu żywo komentuje najnowsze wiadomości z obozu Galatasaray. Jeśli dziś żółto – czerwoni wygrają, zostaną mistrzami kraju. Kolejne kieliszeczki rakii podnoszą temperaturę rozmowy. Dla tych ludzi mecz już się rozpoczął.

Close to Istiklal Cadessi, Olympus OMD E-M1

Close to Istiklal Caddesi, Olympus OMD E-M1

Przechodząc obok rybnego straganu zauważam kotka zaglądającego przez ramię mężczyźnie czytającemu gazetę. Kotek maksymalnie wyciąga szyję, jakby i on chciał się dowiedzieć, co tam słychać w tureckiej polityce. Zanim zdążę przyłożyć aparat do oka, mężczyzna porusza się gwałtownie, a kot czmycha na parapet pobliskiego okna. Pyk. Chwila prysła. Jest już tylko w mej pamięci.

Główny deptak Stambułu nie zmienił się ani trochę od czasu mojej zeszłorocznej wizyty. Część modernistycznych kamienic wciąż poddawana jest renowacji, jak zwykle nieprzebrane tłumy tubylców, przyjezdnych i turystów przemieszczają się tam i z powrotem wzdłuż wąwozu sklepów, pubów, restauracji i banków. Witryny domów towarowych – tych, które pozostaną dziś zamknięte – zabezpieczono kotarami z pancernych blach. Widać wyraźnie, że demonstracje i towarzyszące im starcia z policją wciąż nie należą tu do rzadkości. Co kilkadziesiąt metrów kolejny uliczny artysta próbuje zaciekawić świat swoją twórczością lub zwyczajnie zarobić parę groszy na następny dzień. I tylko tramwaju brak. Szyny są, jak były, lecz stare, czerwone pudełko zniknęło. Może poszło do remontu przed sezonem. Zamiast niego kursuje śmieciarka zgarniając uboczne produkty codziennej, ludzkiej egzystencji.

Nikon D610, Sigma 85 mm f1.4

Nikon D610, Sigma 85 mm f1.4

Siedząc w kafejce obserwuję tłum. Jakiś dziadek w fezie z dezaprobatą kręci głową na widok kuso odzianej panny z papierosem w ustach. Razem, pod rękę przechadzają się, dziewczyna w hidżabie i jej przyjaciółka w koszulce na ramiączkach i szortach. Obfity biust faluje, jakby nie dotyczyły go prawa grawitacji. Rozmawiają, uśmiechają się, przytulają. Grupa młodych chłopaków z obowiązkowym designem na drwala żywo komentuje ten obrazek. Tuż obok sprzedawca pcha wózek z pieczonymi kasztanami. Kilka metrów dalej taksówka z trudem przebija się przez tłum spacerowiczów. Kawiarnie pękają w szwach, wypełnione rozmawiającymi lub wpatrującymi się w ekrany swoich smartfonów ludźmi. W ulicznej fotografii dominuje selfie. Na tle chodnika, na tle tłumu, na tle stoiska, bramy, muru, samotnie, z przyjaciółmi, z dziewczyną, chłopakiem, ciociami, wujkami, dziećmi. Gdzie popadnie i jak popadnie. Wydatnie pomagają w tym uliczni sprzedawcy statywów do trzymania telefonu w odpowiedniej odległości. Pomiędzy ludźmi kręcą się małoletni żebracy. W bieliźnianych sklepach Triumpha okutane w chusty i płaszcze Turczynki z zapałem wymieniają opinie na temat jakiegoś koronkowego gorsetu. Jedna z nich zabiera go do przymierzalni. Z rozstawionego nieopodal punktu agitacyjnego dochodzą słowa pieśni zachęcające do głosowania na Komunistyczną Partię Turcji. Komitet wyborczy tańczy, klaszcze, śpiewa, chodzi między przechodniami i przekonuje do oddania głosu na skrajną lewicę. Wyobrażam sobie tak skonstruowaną kampanię w Polsce. To byłby widok. Bawi mnie zwłaszcza wyimaginowany widok ulicznych tańców naszych kandydatów na posłów i senatorów.

Humor od razu jakiś taki lepszy.

Istiklal Cadessi May 2015 Olympus OMD E-M1 obiektyw 75 mm f 1.8

Istiklal Caddesi May 2015
Olympus OMD E-M1 obiektyw 75 mm f 1.8

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Grand Rue De Pera

  1. Siebie opisujesz. Egzaltacja językowa. Brak otwartego jezyka, który co najwyżej sugeruje, ale nie jedno, ale kilka rozumien. Pisz bez ozdobnikow. Przymiotniki dobieraj, ale nie wyszukuj. Jeśli brakuje ich, opisuj i redukuj opis. Temat zbadany, to nie tylko zobaczony, intuicyjnie poznany. Obserwator musi zawlaszczac, inaczej jest tylko luneta. Ostrość obrazu wymaga dokrecenia Twojego obiektywu, ale nie Twoich myśli.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s