Wstajesz z przeczuciem, że to będzie wspaniały dzień.

Wychodzisz z hotelu z niezłomnym zamiarem zwiedzenia parku dookoła pałacu Topkapi. Przechadzasz się zacienionymi alejkami, kontemplujesz szmer wody w fontannach, brak betonu i ciszę. Dochodzisz do kafejki, przysiadasz na tarasie, zamawiasz mosiężny imbryk z herbatą, robisz zdjęcia Bosforu. Popijasz słodki, mocny napar, myślisz że dasz radę, że cokolwiek się stanie, to i tak sobie poradzisz i w ogóle, że jesteś w porządku i do rzeczy.

Po godzince lub dwóch popijania herbaty i kontemplowania stanu samozadowolenia (nie liczysz przecież czasu, bo po co) decydujesz się ruszyć w dalszą drogę. Chcesz obejść nadcieśninnym bulwarem cały pałac i od drugiej strony wejść na starówkę. Przechodzisz przez jezdnię i podążasz słonecznym chodnikiem przed siebie.

W pewnej chwili mija cię starszy facet z tobołkiem. Przyglądasz mu się przelotnie. Pucybut. Pewnie idzie na swoje stanowisko pracy, gdzieś dalej na bulwarze. Zaa pazuchy wypada mu szczotka. On tego nie zauważa. Jako dobrze wychowany Europejczyk wołasz – „haloo!! – podnosisz szczotkę i z uśmiechem podajesz ją facetowi. Gość jest rozpromieniony. Dziękuje Ci wylewnie, bardzo wylewnie i gnie się w pokłonach. Już masz zamiar się odwrócić i iść dalej w swoją stronę, kiedy on siada i zaprasza Cię na czyszczenie butów. „Ty mi pomogłeś, ja mogę pomóc Tobie” – mówi. Patrzysz na swoje obuwie. W sumie troszkę przykurzone, ale tylko troszkę. W zasadzie nie potrzebuje żadnego czyszczenia. Grzecznie odmawiasz. On nie ustępuje. Mówisz, że nie potrzebujesz. On nalega. Nie chcesz okazać się grubianinem, więc koniec końców ulegasz jego namowom. No dobra myślisz – facet po prostu chce się odwdzięczyć. W jedyny możliwy dla siebie sposób. Czyszczenie trwa dwie minuty. W tym czasie dowiadujesz się, że pochodzi z Ankary, że ma dwoje małych dzieci (a Tobie nie przychodzi do głowy myśl, że trochę jest za stary na te małe dzieci), które musi utrzymać, że jest biedny i ciężko pracuje, że musiał przyjechać aż do Stambułu. by mieć jakikolwiek zarobek. Ok, myślisz sobie dasz mu parę lir napiwku, będzie chyba w porządku. Facet kończy czyszczenie, uśmiecha się, tak jakoś wyczekująco. Wyciągasz z kieszeni pieniądze. Z tej głównej kieszeni, nie z tej zapasowej. On na to, że pokaże Ci ile i wyda resztę. Wyciąga Ci z dłoni stówę, oddaje 20 i znika. A Ty zostajesz w miejscu z osłupieniem na twarzy, z rosnącym poczuciem zrobienia z siebie całkowitego idioty, bo właśnie uświadomiłeś sobie, że dwa dni temu spotkało Cię dokładnie to samo. Dokładnie.  Wtedy też chłopakowi wypadła szczotka, wtedy też podniosłeś ją i zawołałeś haloo. A on Ci podziękował i zaproponował czyszczenie. Też chciałeś odmówić. W końcu tylko podniosłeś upadającą szczotkę. Ale nalegał. Co miałeś robić. Zgodziłeś się. Tylko wtedy zapłaciłeś 8 lirów a teraz 80. Facet, za dwie minuty pracy, w dodatku w ramach odwdzięczenia się, skasował właśnie Twoją utrzymaniową dniówkę.

Z całej sytuacji wysnuwasz kilka wniosków. Po pierwsze, że Robert Cialdini mógłby opisać Cię w swojej książce. Byłbyś modelowym przykładem. Po drugie, że to co Cię spotkało jest niczym innym, jak zaplanowanym z góry i doskonale wyreżyserowanym działaniem. Po trzecie, że Twój pozytywny stosunek do ludzi właśnie uległ erozji. A po czwarte i najważniejsze, że przez następne 2 dni zamiast steków będziesz jadł pitę z kurczakiem, a zamiast piwem popijać ją będziesz wodą.

Zaczynasz się śmiać. Z samego siebie, z własnej głupoty i łatwowierności. Bo co Ci pozostaje? Gonić pucybuta – spryciarza?

Idziesz więc dalej, racjonalizujesz stratę i robisz zdjęcia. Przecież to miał być wspaniały dzień :-).

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s