Kontrast.

Wszędzie kontrast. Głębokie cienie i jasne światła. Tuż obok siebie. W upalny, słoneczny dzień wyostrza się, wypełza z każdego zakamarka. Garnie się przed obiektyw. Panoszy się po ulicach, iskrzy się w praniu wiszącym na linkach pod brudnymi twarzami okien. Ignoruje granice. Nie bierze jeńców. Okrąża, wszechogarnia, by w końcu posiąść całkowicie.

Jasność i ciemność, Czerń i biel. Upał i chłód, bogactwo i bieda. Nowoczesny blichtr i tradycja. Kontrast.

To jedno słowo mogłoby posłużyć za cały opis dzisiejszej eskapady. Kontrast światła, budynków, ludzi, Życia, otoczenia, codziennych czynności, ubioru, ciekawości, typowej serdeczności wobec obcych. Z dala od zgiełku centrum. Z dala od głównych turystycznych szlaków. Tuż za meczetem Sulejmana. Włóczę się po tym świecie z Serdarem, tureckim fotografem. Pokazuje nieodkryte dotąd przeze mnie zakamarki Złotego Rogu.

Poznaliśmy się w sieci. Umówiliśmy się na wspólną fotograficzną wyprawę. Na celowe zgubienie się wśród starych uliczek. Na odkrywanie miejsc, gdzie bardzo rzadko zagląda jakikolwiek turysta.

Spotykamy się w parku niedaleko ruin akweduktu. Wprawdzie widzieliśmy się tylko na fejsbukowych zdjęciach, nie mamy jednak problemu z wzajemnym rozpoznaniem. Silny uścisk dłoni, szczere, życzliwe spojrzenie. Na szyi zawieszony aparat. W kieszeni woda. Czuję zaufanie. Intuicyjnie wiem, że czeka mnie fantastyczny dzień.

Przed zdjęciami trzeba się jednak czegoś napić. Lądujemy więc w pobliskiej VEFA Bozacisi – rodzinnej kawiarni założonej jeszcze w XIX wieku. Jej specjalnością jest Boza – tradycyjny, bałkański, lekko sfermentowany napój,  zawierający ok 1% alkoholu. W Turcji do jego przyrządzania używa się odpowiednio przygotowanej kukurydzy. Zamawiamy kilka szklaneczek tego gęstego, żółtawego płynu o nieco słodkim smaku. Obficie posypujemy powierzchnię cynamonem. Powoli, z szacunkiem testuję nowy napitek. Nie przypomina niczego, co bym znał. Siedzimy w rogu knajpki i popijając bozę uczymy się siebie nawzajem. Ot tak, by wiedzieć z kim ma się do czynienia. W końcu Serdar zarządza ewakuację. W przeciwnym razie – twierdzi – z następną kolejką wyczerpiemy przyznany przez naturę dzienny limit kalorii dla przeciętnego dorosłego człowieka. Z lekkim żalem opuszczam to klimatyczne miejsce. Trzeba będzie tu któregoś dnia wrócić.

Wszędzie dookoła widać wszechobecne przejawy trwającej w Turcji kampanii wyborczej.

Elympus OMD E-M1

Transparenty wyborcze na sznurkach od bielizny. Olympus OMD E-M1

Daje nam to asumpt do rozmowy o możliwych politycznych konsekwencjach najbliższego głosowania. Wygląda na to, że wielu Turków ma już dosyć rządzącej od kilkunastu lat islamistycznej partii AKP. Serdar opowiada o tutejszej codzienności politycznej. Oni też mają swoją aferę taśmową, będące hitem internetu rozmowy Prezydenta o swoich malwersacjach. Co chwila prasa donosi o kolejnym skandalu korupcyjnym, o życiu prywatnym polityków, finansowanych z publicznych pieniędzy. Wielu ludzi nie chce dalszej islamizacji kraju, protestuje przeciwko niskiemu poziomowi nauczania w szkołach, walczy o większą swobodę wypowiedzi, chce ukarać oderwaną od życia klasę polityczną. Brzmi mi to jakoś dziwnie znajomo :-). Wygląda na to, że Polska nie jest znów tak bardzo specyficzna na tle innych państw. Te same fundamentalne problemy, podszyte tylko lokalnym kolorytem. Jak na dłoni widać frustrację i chęć radykalnej zmiany.

A pierdolić to – mówi nagle po polsku Serdar. Wybałuszam oczy, zbieram szczękę z ziemi. Serdar rechoce.

– Moja dziewczyna jest Polką – wyjaśnia. – Mieszkamy razem już kilka lat. Chodź, idziemy dalej focić.

Obserwujemy i uczestniczymy w toczącym się dookoła życiu. W przydrożnym sklepie spożywczym chcemy kupić wodę. Ku naszemu zdziwieniu, dostajemy ją za darmo. Sprzedawca nie chce zapłaty. Cieszy się, że może coś zrobić dla ludzi, których ciekawi codzienna codzienność tutejszych mieszkańców. Serdar co chwilę jest pytany o to, kim jestem i co tu robię. Ludzie są ciekawi, nieautochtoni to rzadkie egzemplarze w tym rejonie Stambułu. Przystają by pogadać, dać wskazówki, co zobaczyć lub sfotografować. Jeden z przechodniów – starszy mężczyzna – pyta mnie o polskich piłkarzy. Lewandowski – mówię, bo to chyba najbardziej topowe obecnie polskie futbolowe nazwisko. Bayern Monachium – dodaję, widząc brak jego reakcji. Gość nie bardzo kojarzy. Cóż, piłkarska sława naszego asa nie dotarła jeszcze wszędzie. Albo po prostu dziadek nie zrozumiał mojej wymowy.

Ludzie uśmiechają się, pomagają. Serdeczność na każdym kroku. Mimo to, czasem fotografuję z ukrycia. Za robienie zdjęć kobietom w czerni, można tu dostać w zęby.

Fener, Olympus OMD E-M1

Fener, Olympus OMD E-M1

Po szkole uliczki wypełniają się zastępami grających w piłkę chłopców. Stare obkopane futbolówki obijają się o mury kamienic, w tunelach domów rozbrzmiewają wrzaski bawiącej się dzieciarni. Ludzie wracają do domów ze sprawunkami. Niektórzy powoli i dostojnie, niektórzy w pośpiechu, jakby te „zaoszczędzone” sekundy miały coś zmienić w ich życiu. Na schodach siedzą matki. Witają dzieci wracające ze szkoły. Obok przechodzi grupa dziewcząt w hidżabach. Widzę tylko dłonie zaciśnięte na telefonach komórkowych. Reszta spowita jest w czarną, workowatą materię. Oczy zasłaniają ogromne, czarne okulary przeciwsłoneczne.

Fatih, Olympus OMD E-M1

Fatih, Olympus OMD E-M1

Większość domów, które mijamy po drodze jest mniej lub bardziej zaniedbana. XIX wieczna architektura, przeważnie drewniana, bez odpowiedniej konserwacji ulega szybkiej dewastacji. Niszczeją i pękają piękne, stare domy, w gruzy rozpada się pamięć o ich byłych mieszkańcach. Ludzie używają wszelkich metod, by zachować przynajmniej kształt konstrukcji. Luki w drewnie wypełnia gazobeton lub cegła. Prowizorka, na niej następna i następna. Ziemia tu niebotycznie droga, miasto nie ma programów wspierających restauracje architektury mieszkalnej dzielnic, ludzie nie mają dość pieniędzy by utrzymać budynki w dobrym stanie. Myślę sobie, czym mogłyby być te dzielnice, gdyby objąć je programem planowej restauracji. Mam nieodparte skojarzenia z Oią na Santorini. Pewnie przez te kolory. Bajeczne i wesołe. Kontrastują z połataną starością sąsiadów.

Olympus OMD E-M1

Fener, Olympus OMD E-M1

Dziadek od piłkarzy doradził nam odwiedzenie Kościoła św. Zbawiciela w Chorze.  Pierwszy kościół powstał w tym miejscu już w IV wieku n.e. Budynek, który oglądamy pochodzi z XI wieku. W 1511 przekształcono go w meczet. Od 1948 roku decyzją władz miejsce to stało się muzeum. W tej chwili podlega gruntownej odnowie. Oglądam złote mozaiki przedstawiające sceny biblijne. Podziwiam kunszt i cierpliwość bizantyjskich artystów. Patrząc na przepych, bogactwo i artyzm zdobień wyobrażam sobie jak swego czasu – przed IV krucjatą – musiała wyglądać Hagia Sophia. Taaak. Turcy Osmańscy mieli od kogo czerpać wzorce. Pomiędzy Bizancjum a Imperium można w tym miejscu postawić znak równości.

Olympus OMD E-M1

Kościół św. Zbawiciela; Olympus OMD E-M1

Skwar i upał daje się już nam we znaki. Decydujemy się na powrót do miejsc o większym nagromadzeniu przejawów współczesnej cywilizacji. Serdar prowadzi krętym szlakiem do knajpy, w której serwują potrawy z okolic, w których się urodził. Twierdzi, że dają tu najlepszy kebab w Stambule. Dobre mięso, bez chemicznego wzbogacania (sic!) i odpowiednia kompozycja przypraw. Rzeczywiście smakuje wyśmienicie. Danie główne popijam ayranem – spienionym, białym napojem sporządzanym z jogurtu soli i wody. Porcja jest ogromna, spokojnie wystarczyłaby dla dwóch dorosłych osób, a i dziecko by się jeszcze trochę pożywiło. Na deser konsumujemy kunefe. Nie, nie w tym samym barze. W tej kawiarni podają ponoć najbardziej wykwintne kunefe w Złotym Rogu. Specjalny gatunek sera, osłodzony i zapieczony w cieście, takim samym, jak to używane przy wyrobie innego smakołyku – kadaifi. Podany z dodatkiem kajmaku (nie ma nic wspólnego z kajmakiem, jaki my znamy) i sproszkowanymi pistacjami. Mmmmmmm. Nie mam już miejsca w żołądku, lecz mimo to zjadam wszystko. Wiem, że potem to odchoruję.

Umawiamy się na kolejne spotkanie. Zagoszczę u nich w domu. Szykuje się noc poza hotelem.

Śpieszę się. Muszę jak najszybciej dotrzeć do mojego pokoju.  Łączenie mięsa z ayranem to nie jest najlepszy pomysł. Natychmiast potrzebuję dostępu do miejsca, gdzie król zasiada bez świty.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s