Stoję na moście Galata i przyglądam mu się. Zachodzące słońce żółci swoim blaskiem kamienie budowli. Za mną szumią samochody i tramwaje. W górze i pode mną krzyczą rybitwy, walcząc o kolejny rybny łup. Cztery minarety, dostojna, choć smukła i wizualnie lekka konstrukcja wieńczą jedno ze stambulskich wzgórz. Obok Hagii Sophii i Meczetu Błękitnego ten widok należy do najbardziej oczywistych wizytówek miasta. Z daleka, z bliska, z Europy czy z Azji, wszędzie widać go jak na dłoni. Meczet Sulejmana na stałe zagościł w pejzażu Stambułu.

Cofam się wyobraźnią do roku 1550. Sulejman Wspaniały chce mieć swój meczet. Godny stolicy Imperium, godny statusu i pozycji jednego z największych sułtanów Imperium Osmańskiego. Zlecenie zaprojektowania i wybudowania nowej świątyni otrzymuje nie kto inny jak Sinan – turecki Giovanni Bernini (twórca min Bazyliki św Piotra). Projekt (opóźniający się z powodu licznych innych zleceń) trwa 7 lat. Ponaglany przez sułtana Sinan kończy swe monumentalne dzieło w 1557 roku.

Meczet buduje na fundamencie z cystern wypełnionych wodą. Ma to zapobiec skutkom ewentualnych trzęsień ziemi, dość przecież częstych w tym rejonie. Kompleks to nie tylko sam meczet. Jest i ogród, medresa, kuchnia, miejsca do ablucji, cmentarz, miejsce na przyszłe mauzolea. Jest obszerny dziedziniec otoczony kolumnadą. Są wreszcie bramy i szkoła medyczna. Świątynia – zbudowana na planie prawie kwadratu o powierzchni ok 4500 m kwadratowych – mieści do 5000 wiernych. Znawcy symboliki architektury doszukują się znaczeń  związanych z wyborem rozwiązań architektonicznych. Łuki, kopuły, inskrypcje, ilość kolumn, minaretów, wszystkie te elementy są podstawą do wysuwania teorii związanych ze znaczeniem takiego a nie innego wyboru, umiejscowienia, kształtu czy konfiguracji. Dla mnie, przybysza profana, antyznawcy osmańskiej metaforyki architektonicznej, to po prostu olśniewający swym pięknem i kunsztem twórcy świątynny kompleks. I to jeden z tych, który chcę zobaczyć jak najdokładniej.

Nikon d610, Sigma 85 mm f1.4

Nikon d610, Sigma 85 mm f1.4

Nauczony doświadczeniem  okupionego potem i tłumem zwiedzania Meczetu Błękitnego i Hagii Sophii pojawiam się w pobliżu około 8:00. Mam szansę poczuć atmosferę i energię miejsca. Spaceruję po dziedzińcu, cmentarzu, wąskich ogrodowych alejkach. Pomiędzy białymi, tonącymi w zieleni nagrobkami, przemykają koty. Ocierają się o rzeźbione kamienie i obeliski zmarłych dawno temu władców, książąt, wezyrów, księżniczek i paszów. Tak jakby dusze, pilnowały swych miejsc spoczynku. Panuje cisza. Spotykam w Stambule w dwóch miejscach. W meczecie i na cmentarzu. W meczecie, bo ścisłe reguły i nakazy trzymają jako tako w ryzach turystyczny Babel. Na cmentarzu, bo prawie nikt tu nie zagląda. I tylko gdzieniegdzie, w tej ciszy, zaszeleści szata kogoś, kto przyszedł się pomodlić.

Nikon d610, Sigma 85 mm f 1.4

Nikon d610, Sigma 85 mm f 1.4

Ćssssss…. nie przeszkadzam mu…. przestawiam migawkę na tryb cichy i uwieczniam tę chwilę. I cicho, na palcach odchodzę.

Pojawiają się pierwsi turyści. Zostawiam obuwie na zewnątrz, pod czujnym okiem grubego i chudego strażnika. Wchodzę. Podziwiam sklepienia, łuki, kolumny, mozaiki, kopuły. Ale znów jestem w tłumie. Cisza gdzieś przepadła.Ludzie wchodzą i wychodzą, stoją w wydzielonym dla turystów miejscu, komentują robią sobie zdjęcia. Rozglądam się dokoła. Nie tego dziś chcę. Dziś pragnę spojrzenia z innej perspektywy. Z innego miejsca. Chcę być gdzie indziej, niż wszyscy, którzy mnie otaczają. Dostrzegam wysoko nad wejściem do meczetu galerię. O tak. Stamtąd byłby wspaniały widok. Rzekłbym spektakularny. Tylko jak tam się dostać? A raz kozie śmierć. Zapytam się ochroniarzy, czy i jak mogę tam wejść. Najwyżej mi odmówią. Nic się nie stanie.

Podchodzę do tego szczupłego. Wygląda na sympatycznego. Wyłuszcza mu swoją prośbę. Następuje konsultacja z kolegą. W końcu ten grubszy podchodzi do mnie i mówi:

– W zasadzie nie wpuszczamy tam nikogo. Ale, jeśli pójdziesz do biura zarządzającego wszystkimi meczetami od strony turystycznej i dostaniesz od nich pozwolenie, to Cię wpuścimy.

– A gdzie to jest? – pytam.

A niedaleko stąd – tłumaczy strażnik. – Wyjdziesz zejściem obok toalet, skręcisz w lewo i za kamiennym łukiem będzie wejście do kompleksu biur w pałacu. Tam zapytaj urzędników o zgodę. Jak ją dostaniesz, to przyjdź tu z powrotem. A my Ci pomożemy.

No dobra. Idę. w kilka minut docieram do biura. Pytam recepcjonistę i proszę o pomoc. Nie rozumie po angielsku. Wyciągam notatnik, rysuję. Strażnik gdzieś idzie. Wraca z jakimś urzędnikiem. Jeszcze raz wyłuszczam swoją prośbę. Nie do końca rozumie, gdzie chcę wejść. Rysuję mu w notatniku poglądowy obrazek. Gdzie chcę się dostać i co chcę zrobić. Kiwa głową. Każe mi chwilę poczekać i znika za jakimiś drzwiami. Po chwili woła mnie do środka. Za biurkiem siedzi kolejny urzędnik. Dobrą angielszczyzną pyta skąd jestem, co tu robię, dlaczego chcę tam wejść, co mam zamiar zrobić ze zdjęciami. Mówię prawdę. Mówię, że chcę poczuć to miejsce inaczej niż wszyscy. Że chcę zrobić zdjęcie inne, niż wszyscy. Że w moim przekonaniu to miejsce jest tego warte.

– Masz paszport? – pyta.

Na szczęście noszę go zawsze przy sobie. Podaję dokument. Urzędnik studiuje go dokładnie. W końcu decyduje.

– OK. Dam Ci zgodę. Jesteś z Polski. To dobrze. Napiszę Ci dokument, a Ty pójdziesz z nim do strażników i dasz im go. Tam będzie mój numer telefonu. Niech do mnie zadzwonią a ja potwierdzę, że wydałem taką zgodę.

Piszę kartę papieru. Przepisuje dane z paszportu, stawia kilka pieczęci i uśmiechem podaje. Kłaniam się nisko i dziękuję za pomoc.

Strażnicy uśmiechają się. – Dałeś radę załatwić? No świetnie. To chodź ze mną.

Wąskie schody pną się i pną. Ledwo przeciskam się z plecakiem w tym ciasnym spiralnym korytarzyku. Jeszcze kilka chwil i wchodzę na galerię. Już wiem, dlaczego tyle z tym było zachodu. Jestem w centrum monitoringu całego meczetu. Kilkadziesiąt monitorów, rzędy kabli. nagrywarki, komputery. A widok?

Galeria, Nikon d610, Sigma 35 mm f1.4

Galeria, Nikon d610, Sigma 35 mm f1.4

Nie mogę oderwać od niego oczu. Strażnik uśmiecha się. Widzi moje oczarowanie. Chodź pójdziemy jeszcze w inne miejsce.

Prowadzi mnie do bocznego wejścia na piętro. Wychodzimy na boczną galerię. Za barierką zwiedzający. A ja tu. Sam. Z bananem na ustach.

Galeria boczna, Nikon d610, Sigma 35 mm f 1,4

Galeria boczna, Nikon d610, Sigma 35 mm f 1,4

Polska i Turcja to przyjaciele – mówi strażnik. – Dlatego Ci pomogłem. Przyciąga mnie do siebie,  robimy misia na środku galerii. Znak pokoju. Uczynność. Zwykła dobroć. Spotkałem ją w meczecie. I nie tylko tam.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s