Nie pamiętam, ile razy po nim przeszedłem. W tamtą stronę, z powrotem, po lewej części, po prawej, rano, wieczorem, w południe i w nocy. Wśród tłumów i prawie samotnie. W skwarze i w deszczu. W pośpiechu i powoli. Smakując każdy krok i bez żadnej refleksji i zastanowienia. Naprawdę nie pamiętam. Dużo, często kilka razy dziennie. Bo w sumie to najprostszy sposób na przemieszczenie się pomiędzy Beyoglu a Eminonu i na odwrót. To tak, jak z trasą z Gdańska do Gdyni. Trzeba przejechać przez Sopot. Inne drogi oczywiście są możliwe. Ale po co z nich korzystać jeśli ta jest najkrótsza? A przy okazji najciekawsza?

Historia mostów w zatoce Złotego Rogu liczy sobie grubo ponad 500 lat. Pierwszy z nich miał charakter ściśle militarny. Umożliwił Mehmedowi II przygotowanie ostatecznego szturmu na stolicę Bizancjum. Konstrukcję nazwano by dziś mostem pontonowym. Syn Mehmeda Bajazyt II kontynuując dzieło rozbudowy miasta zapoczątkowane przez ojca, zamówił plany mostu łączącego Złoty Róg i Perę u samego Leonarda da Vinci. Ale skończyło się tylko na planach. Do XIX wieku jedynym środkiem transportu pozostawały łodzie.

Stojąc przy barierce i przyglądając się kłębowisku statków, promów, cruiserów, motorówek i łódek na Bosforze usiłuję wyobrazić sobie, jak wyglądał wówczas miejsko – wodny krajobraz Stambułu. Szukam wsparcia w kopułach i minaretach, w fasadach domów. One pamiętają. Mnie pozostaje tylko wyobraźnia. I lektura książek XVIII i XIX wiecznych podróżników.

W pierwszej połowie XIX wieku powstają dwie konstrukcje. Ta druga zasługuje już na miano pełnowymiarowego mostu. Drewniana konstrukcja łączy Galatę (Perę) i Złoty Róg. Przenosiny sułtańskiego dworu z Topkapi do Dolmabache mają swoje dobre strony. Przejście przez most wymagało uiszczenia opłaty. Oczywiście niektóre grupy społeczne cieszyły się przywilejem zwolnienia z daniny. Należeli do nich m.in. wojskowi, policja, straż pożarna a także duchowieństwo.

Przywołują w myślach obrazy. Długich szat, turbanów, sukni, koni, powozów, chałatów, wózków, nieprzebranego, ludzkiego tłumu. Przechodniów i handlarzy. Przyjezdnych i tubylców. Myśl i obraz zakłóca zgrzyt przejeżdżającego tramwaju.

Most nieustannie modernizowano. W 1912 roku drewnianą konstrukcję zastąpiono stalową. W 1994 roku, po pożarze odbudowano most po raz kolejny. Szczątki starego przetransportowano w górę zatoki. Fragmenty są obecnie wykorzystywane jako parking i miejsce dla barów szybkiej obsługi.

Most jest esencją Stambułu. Jego emanacją i metaforą. Punktem widokowym. Tłem dla milionów zdjęć. Komunikacyjną tętnicą. Miejscem pracy. Żebraczą ostoją. Platformą wędkarską. Zlepkiem kontrastów. Miejscem żywienia turystów. Inspiracją.

Stojąc na moście, zrobiłem kilka unikalnych zdjęć. Ludzi i scenerii. Doświadczyłem cudowności szybko zmieniającego się światła i niezapomnianych widoków. Chwil zadumy. Prób oszustwa. Smaku prażonych kasztanów. I nade wszystko życzliwości.

O moście pisało wielu. Mnie zauroczyły opowieści Geerta Maka. http://www.czarne.com.pl/katalog/ksiazki/most. Lektura uwrażliwiła mnie na niektóre widoki. Dziadka sprzedającego szwarc, mydło i powidło w jednym z tuneli pod mostem. Mostowych grajków. Dzieciaki sprzedające imitacje banknotów lub papierosy. Właścicieli budek z obwarzankami. Przechodząc obok nich zawsze miałem w głowie te pytania: „Jaka jest Twoja historia? Dlaczego tu jesteś?”.

Nie mam pojęcia ile razy przejdę jeszcze przez most. Oby jak najczęściej. W tym miejscu jak światło w soczewce obiektywu skupia się obraz współczesnego Stambułu. Most. Mikrostambuł.

Most Galata Poranek Nikon d610

Most Galata
Poranek
Nikon d610

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s