Rok 678. Arabowie oblegają Konstantynopol po raz pierwszy. Podczas nieudanego szturmu pod murami ginie przyjaciel i chorąży Mahometa Eyub Al-Ansari. Zapomniany przez wieki grób każe prawie 800 lat później odnaleźć Mehmed II. Zadanie to traktuje niezwykle poważnie. Dla niego to dobra wróżba, na którą tak czeka. Konstantynopol oblegany już tak długo, wciąż się trzyma. Odnalezienie grobu pozwoliłoby tchnąć w wojska osmańskie nowego ducha i doprowadzić w końcu do zdobycia tego pożądanego przez wszystkich miejsca.

Zakrojone na niezwykłą skalę poszukiwania kończą się sukcesem. Niedługo potem Konstantynopol upada i staje się nową stolicą osmańskiego imperium. W miejscu pochówku Eyuba Mehmed II każe wybudować meczet.

Wnętrze meczetu Euup Olympus OMD E-M1, obiektyw 12-40 f 2.8

Wnętrze meczetu Eyup
Olympus OMD E-M1, obiektyw 12-40 f 2.8

Od tej chwili to najświętsze miejsce w Stambule i jedno z kilku najświętszych miejsc islamu. Tu składają przysięgę wszyscy osmańscy sułtani, tu w pobliżu przyjaciela Proroka chcą być pochowani wszyscy pobożni muzułmanie. Wkrótce ten przepiękny kawałek ziemi, okolony cudownymi wzgórzami z widokiem na Złoty Róg i Bosfor staje się wielką stambulską nekropolią. Pobliskie wzgórza zamieniają się w cmentarzysko i miejsce do życia  wielu tureckich ascetów. Wielu z nich wyzbywa się praktycznie całego posiadanego majątku. Są radykalniejsi, niż św. Franciszek. Ascezę i służbę Bogu taktują tak poważnie, że niektórzy z nich nie mają na sobie nawet ubrań. Przychodzi mi na myśl stare polskie powiedzenie „goły jak święty turecki”. Postanawiam sprawdzić jego etymologię. Źródła podają, że powiedzenie tu ukuł Mikołaj Radziwiłł – marszałek wielki litewski żyjący w XVI wieku magnat, który podczas pielgrzymki do Ziemi Świętej spotkał w Damaszku (w tym czasie miasto znajdowało się pod panowaniem osmańskim) tureckiego derwisza – ascetę. Radziwiłł  (z tych Radziwiłłów oczywiście) opisuje owo spotkanie następująco: „Znajdują się też tu ludzie, którzy się za nabożne udawają, tak w zimie jak i lecie nagucko bez wszego zgoła okrycia chodzą, głowę i brodę ogoliwszy. Napadłem (tj. napotkałem) w Damaszku na jednego i zrozumiałem, że szalony, ale gdym pytał, powiedziano: że to człek święty i żywota niewinnego, który światem i doczesnym szczęściem pogardziwszy, na ziemi anielski żywot prowadzi”. 

Eyup był miejscem pielgrzymek i pobytu wszelkiej maści dążących do świętości muzułmanów aż do początku XX w. Do czasów utworzenia przez  Mustafę Kemala nowej Republiki Tureckiej. Nie wiem, ilu z nich chodziło nago i spało między grobami. Zapiski historyczny mówią, że całkiem sporo.

Tyle historii.

Pod koniec XIX wieku przybywa tu Pierre Loti francuski pisarz i turkofil. Zakochuje się nie tylko w miejscowej tureckiej piękności (losy tej miłości opisuje w swoich utworach), ale i w krajobrazie porośniętych drzewami i nagrobkami wzgórz. Z kawiarni położonej na szczycie wzgórza ogląda panoramę Stambułu, kocha i pisze.

Panoramę tę oglądam i ja (patrz zdjęcie na górze). Widzę cały Złoty Róg, majaczące w oddali minarety wszystkich najważniejszych meczetów Stambułu, wody zatoki i smukłe wieże współczesnych drapaczy chmur ulokowanych na lewym brzegu zatoki w europejskiej części miasta. Sycę oczy. Mógłbym tak siedzieć i patrzeć godzinami.

Samo miejsce jako takie, nie budzi mojego entuzjazmu. Nie czuję nic z tego, co czuł Loti. Obecnie zamieniło się w jarmark. Po uliczkach cmentarzysk przechadzają się turyści, głównie muzułmanie. Innych nacji prawie nie zauważyłem (z wyjątkiem Japończyków rzecz jasna). Pomiędzy grobami stoliki, gwar rozmów, zapach kawy i łakoci. Na szyldzie ulubionej kawiarni Lotiego – pełnej pamiątek po pisarzu – uwił gniazdo gołąb. Myślę sobie, że to dusza tej Turczynki, w której się zakochał. Albo też jest jest tu strażnikiem. Tylko czego? Wspomnień? Kamieni? Dawno minionej świetności? Wszędzie widać budki i stragany oferujące wszystko co może się przydać pielgrzymowi i co tylko obciąży mu plecak. Można sobie nawet zrobić zdjęcie w otomańskim stroju, na otomańskiej kanapie z wystylizowaną otomańską kochanką.

Kot odpoczywający w kawiarni Olympus OMD E-M1, obiektyw 12-40 f 2.8

Kot odpoczywający w kawiarni
Olympus OMD E-M1, obiektyw 12-40 f 2.8

Piję lemoniadę i patrzę. Na leżącego obok mnie brudnego kota. Na porośnięte wieżowcami wzgórza. Na beton i stal. Na zakute w dźwigi i kotwicowiska nabrzeża. Na lądujące na wodzie hydroplany. Na widoczną gdzieś hen daleko wieżę Galata. Na Złoty Róg wyróżniający się kreskami minaretów i kopuł meczetów fundowanych przez kolejnych sułtanów. Na mosty – tętnice ruchu – bez których Stambuł byłby komunikacyjną katastrofą. Patrzę i czuję, że moje widzenie Stambułu się zmienia. To nie skansen, pełen wielokulturowych osobliwości, jak u Lotiego, nie idylliczny Orient, pełen smaków, zapachów i widoków tak odmiennych od naszych. To ludzkie mrowisko, stale rosnące w wyniku napływu uchodźców z Syrii i imigrantów z Anatolii. Ciężko pracujących na to, by sen o udziale w osmańskim przepychu choć odrobinę się ziścił. By mogli poczuć, że są kimś.

Gołąb na szyldzie kiwnął głową. Pewnie przyznał mi rację. Albo może po prostu zdrętwiała mu szyja.

Gołąb na szyldzie kawiarni Pierreloti - Eyup Olympus OMD E-M1, obiektyw 75 mm f1.8

Gołąb na szyldzie kawiarni Pierreloti – Eyup
Olympus OMD E-M1, obiektyw 75 mm f1.8

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s