Ulica kwitnie. Kupkami śmieci, wzgórkami śpiących na ławkach bezdomnych, przenośnymi budkami, w których kupisz pieczone kasztany, bułki i wodę.

Ulica drży. Klekotem tramwajów, warkotem autobusów, krokami tysięcy ludzi. Łoskotem przejeżdżającego nieopodal pociągu. Okrzykami demonstrantów.

Ulica jest jak oddech. Czujesz jej trzewia. Wdychasz spaliny, pył upału, smród śmietnika, zapach kwiatów z pobliskiej kwiaciarni. W nosie kręcą przypiekane przyprawy, słodkie wonie ciastek i obwarzanków.

Ulica mówi. Szczekiem psów. Skrzekiem mew. Gruchaniem gołębi. Odgłosami telefonicznych rozmów. Relacjami, kłótniami, towarzyskimi pogawędkami, opowieściami przewodników, językami Europy i Azji.

Ulica śpiewa. Okrzykami sprzedawców wody i lodów, modlitewnym nawoływaniem imamów, dzwonkami telefonów, muzyką sklepów, pieśniami lokalnych trubadurów, zachętami przyjmujących zakłady. Śmiechem bosonogich, syryjskich dzieciaków. Zawodzeniem żebrzących.

Ulica świeci. Setkami neonów, światłami barów i restauracji, blaskiem tandety na straganach. Dekoltami kobiet wyzwolonych. Czernią hidżabów. Przepychem biżuterii. Brylantyną we włosach młodych Turków.

Ulica łączy. Turystów i sprzedawców, zwolenników postępu i tradycji. Przechodniów i mieszkańców. Ludzi i zwierzęta. Przeszłość i teraźniejszość. Biedę i bogactwo. Tych radosnych i tych smutnych. Obserwatorów i tych zajętych własnymi sprawami i myślami. Nagabujących i nagabywanych.

Ulica gości. Wszystkich, którzy chcą na niej przebywać. Nie wybiera, nie dyskryminuje. Jest otwarta na każdego, kto na nią wejdzie. Mimo tłoku, znajdzie dla Ciebie miejsce i przestrzeń.

Ulica cierpi. Niedopałkami papierosów, składami kartonów, kurzem i pyłem. Gruzami. Ciężarem wieku, braku troski i uwagi.

Ulica widzi, myśli, odczuwa i obserwuje. Kiedy na nią wejdziesz, szybko Cię nie wypuści. Prowokuje i usidla, nawołuje i pociąga, otacza i owija. Co chwilę przystajesz, patrzysz, podziwiasz. Chwytasz za aparat, robisz zdjęcie. Potem jeszcze raz i jeszcze raz.

Wnikasz w nią coraz głębiej. Odkrywasz, zaczynasz czuć jej puls. Wreszcie pod koniec dnia czujesz, że jesteś ulicą, a ona jest Tobą. Wiesz, że wrócisz na nią nazajutrz.

Spisane po pierwszym spacerze wzdłuż İstiklâl Caddesi (Alei Niepodległości), mostu Galata i uliczek Sultanahmet.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s