Pierwsze przykazanie podróżnika samotnika w Istambule powinno brzmieć: „Nie chodź po zabytkach podczas szczytu sezonu turystycznego”. No, chyba, że nie masz innego wyjścia. Ale jeśli możesz wybrać się nad Bosfor w innych miesiącach niż okres od czerwca do września, to warto. Mniej się umęczysz (upały, japońskie wycieczki, i w ogóle nadmiar turystów z krajów wszelakich i proweniencji cokolwiek różnej). Ale do rzeczy.

Wysiadłem z promu. Stawiam stopę z powrotem na europejskiej ziemi. Macam kieszenie. I przypominam sobie, że nie zabrałem ze sobą telefonu.

Nie, to niemożliwie, o Matko, co ja zrobię, nie mam łączności, nie wiem, która godzina, nie wiem, gdzie jestem, co się ze mną dzieje, nie ma m adresów telefonów, niczego!!!!! A jak się coś stanie???? Takie mam właśnie myśli. Za chwilę konstatacja… Przecież języka mi nie ucięli. Mówić też potrafię. Godzinę mogę podejrzeć u innych. A w kawiarni nie muszę włazić od razu na fejsa i sprawdzać, co tam słychać w świecie pod niebieskim paskiem. Pierdziu z telefonem…. najwyżej się zgubię.

Snując takie rozważania docieram w pobliże Błękitnego Meczetu i Hagia Sophia. Po drodze spotykam miłego, młodego chłopaka, który zaciąga mnie do sklepu, częstuje herbatą i usiłuje sprzedać dywan tudzież kilim lub inny wyrób rodzimego przemysłu dywaniarskiego. Grzecznie po jakimś czasie udaje mi się wyłgać drewnianą podłogą, kotami i ogólną niechęcią do wszelkich przejawów sztuki tkackiej. Ufff… zapomniałem, że tak tu się sprzedaje. Poranna lekcja odpłaciła mi się w następnych godzinach z nawiązką.

Meczet Błękitny

Meczet Błękitny

Miliard ludzi czeka na wejście do Hagia Sophia (a jest trochę po 9:00) drugie tyle chce wejść do Błękitnego Meczetu. Zwiedzam więc najpierw otoczenie. Ostatecznie, pełen nieświadomości wchodzę na dziedziniec BM. I zamieram…. Miliard to mało… dwa miliardy…. może trzy…. I nagle jak spod ziemi przychodzi wybawienie. Osobisty przewodnik za 80 lirów przeprawia mnie przez całą kolejkę w 30 sekund. Minutę później trzyma moje sandały w worku a ja rozkoszuję się widokiem absolutnie fantastycznych kopuł, starając się jednocześnie nie zostać rozdeptanym przez otaczającą mnie wielonarodową ciżbę na czele z tysiącami Japończyków.

Meczet Błękitny - kopuły

Meczet Błękitny – kopuły

W meczecie spędzam ponad godzinę przycupnąwszy przy kolumnie w pełnej izolacji od otoczenia i obserwując co dzieje się w części modlitewnej. Gdyby nie to, nie dowiedziałbym się jak wielkie znaczenie ma wzór na dywanie, którym wyłożona jest cała podłoga Błękitnego Meczetu.

Meczet Błękitny

Meczet Błękitny

Wychodząc spoglądam jeszcze na Japonki przebrane za muzułmanki, które chichocząc pozują do zdjęć w islamskich pozycjach modlitewnych. Dobrze, że w takich miejscach nie ma już janczarów….

Hagia Sophia

Hagia Sophia

A co z Hagia Sophia? Pod fontannami kłębi się tłum. Nieokiełznany, pełen macek, wyrostków i wypustek. Niczym przeogromna zasysające kolejne ofiary ameba. 500 metrów przed Hagia Sophia ameba przeistacza się w grubą na kilkanaście osób linię kolejki. Patrzę na to wszystko i konstatuję, że chyba nici z dzisiejszego planu zwiedzenia tego miejsca. Czuję się zmęczony, chce mi się pić i odczuwam już głód. Mój żołądek już dawno zapomniał o porannej sałatce. Obchodzę teren dookoła, zwiedzam mauzolea i grobowce sułtanów i decyduję, że czas już na lunch. A po lunchu, zamierzam zgubić się w Sultanahmet.

Wąskie uliczki są źródłem nieustannej kakofonii dźwięków. Krzyki ludzkie, modlitwy imamów, warkot silników, wrzaski klaksonów, okrzyki sprzedających handlarzy… wszystko to miesza się w jeden nieprzebrany dźwiękowy tygiel. Idą patrzę na witryny sklepów. Najbardziej interesujące są chyba wystawy mody dla ortodoksyjnych muzułmanek. Kolorowe chusty, ogromne okulary przeciwsłoneczne, niezwykle dopasowane długie szaty, spodnie podkreślające kształty. Hmmmm…. a mnie się wydawało, że w tym przypadku chodzi do całkowitą anonimizację kobiety. Wygląda jednak na to, że w Turcji obowiązują inne reguły w tym zakresie. Oczywiście spotykam na ulicy kobiety – zwłaszcza starsze – ubrane w tradycyjne czarne stroje zakrywające wszystko z wyjątkiem oczu. Bezkształtne i workowate. Ale znacznie częściej dostrzegam wabiące wzrok przejawy dbania o swoją ortodoksyjną, kobiecą indywidualność.

Wielki Bazar Stoisko wielotowarowe ;-)

Wielki Bazar
Stoisko wielotowarowe 😉

Po pół godzinie spaceru docieram do Wielkiego Bazaru. Rzeczywiście, jest ogromny. Wyobraźcie sobie budynek o powierzchni 5-6 gdyńskich hal targowych, wypełniony po brzegi sklepami, sklepikami i straganami pełnymi najprzeróżniejszego dobra. Z wewnętrznymi alejkami, wypełnionymi szczelnie nieprzebraną ciżbą ludzką, głównie turystami wszelkiej maści i proweniencji. Na każdym większym skrzyżowaniu stoi policjant strzegący porządku. Sklepowe ekspozycje wylewają się na alejki, a zapachy, dźwięki, barwy i sprzedawany asortyment mieszają się ze sobą, niczym w kotle jarzynowej zupy.

Obserwuję zachowania kupców. Niczym mureny w swoich kryjówkach, pojawiają się nagle w Twoim polu, chwytają Cię miłym słowem i już przepadłeś. 20 sekund później masz na ręku 10 różnych bransoletek, a głos sprzedawcy szepcze Ci do ucha: „Which one do you like… tell me and I will tell you the price… Special price for you!”

Na szczęście trzymam w garści aparat. On broni mnie przed większością zaczepek. Na niektórych stoiskach widać wydrukowane znaki zakazujące fotografowania. Rozumiem tych ludzi. Nie pracują tu jako modele, tylko jako sprzedawcy. Większości jednak nie przeszkadza to ciągłe zainteresowanie aparatów fotograficznych. Ze stoickim spokojem przyjmują koleją porcję fleszy prosto w twarz od nie wiadomo już której japońskiej wycieczki. Bo mimo wszystko, Ci ludzie też coś kupują.

Wiem już, że Wielki Bazar to nie miejsce dla mnie. Czuję się przytłoczony i oślepiony. Nie zrobiłem tam żadnych ciekawszych zdjęć. Może wrócę tu w przyszłym tygodniu, z innym nastawieniem… Zobaczymy, co się wtedy stanie. Teraz szukam ciszy i spokoju. I znajduję go. W meczecie. Siadam na miękkim dywanie. Obcy ludzie uśmiechają się. Odpowiadam tym samym. Dookoła mnie snuje się blask jasnych kopuł. Delikatność ornamentyki zdobień i rozświetlona przestrzeń urzekają. Jestem pod wrażeniem tej ogromnej ilości światła. Jakże inne są to wrażenia od tych, których za chwilę doświadczę w Hagia Sophia. Doświadczam miejsca, ludzi i ich rytuałów. Odpoczywam.

Wnętrze meczetu przy Wielkim Bazarze

Wnętrze meczetu przy Wielkim Bazarze

Wracam w pobliże Hagia Sophia. Ku mojej wielkiej radości późne popołudnie znacznie przerzedza liczbę oczekujących na wejście. Tak na oko 10 minut stania. I rzeczywiście, niewiele później trzymam w ręku bilet i przechodzę kontrolę osobistą przed wejściem. Tyle się naczytałem o tym miejscu, wyobraźnia podpowiada niezwykłe obrazy.

Istambuł -265_HDR

Hagia Sophia

Hagia Sophia

Rzeczywistość wzbudza moje wielkie emocje. Różne emocje. Hagia Sophia to ogromny, mroczny, gdzieniegdzie rozświetlony budynek, będący świadectwem dziedzictwa dwóch kultur bizantyjskiej i osmańskiej. Sułtan Mehmed II – zdobywca Konstantynopola w 1453 roku zadecydował o zachowaniu oryginalnego wystroju świątyni. Mrok i ciemność jako środek wyrazu chrześcijańskich twórców, jest więc obecna i dziś. Ponadto część budynku znajduje się w fazie renowacji. Rusztowania przykrywają całą lewą stronę świątyni. Dominuje złoto, czerń i marmur, wyślizgany milionami stóp odwiedzających. Kolory – jak powszechnie wiadomo – wpływają na stan umysłu.

Istambuł -281_HDR Wchodząc na galerię zadaję sobie pytanie, jak wyglądała świątynia zanim została zdewastowana i ograbiona przez krzyżowców, którzy napadli i złupili chrześcijański Konstantynopol w drodze do Ziemi Świętej. Nie jestem w stanie zrozumieć takiego barbarzyństwa.

Hagia Sophia - okna galerii

Hagia Sophia – okna galerii

Hagia Sophia - zniszczona mozaika

Hagia Sophia – zniszczona mozaika

Hagia Sophia - Chrystus Pantokrator

Hagia Sophia – Chrystus Pantokrator

Galeria tonie w świetle. Zatem im wyżej się znajdujesz, tym bliżej masz do światłości… Ciekawe odzwierciedlenie społecznego układu. Patrzę na to wszystko i zastanawiam się czym w istocie jest dziś Hagia Sophia? Najwspanialsza ongiś świątynia świata. Wg mnie to dziś symbol. Rozumu i rozmachu ludzkiego umysłu. Bo to jednak wciąż architektoniczne cudo. Symbol ciągłości w zmianie. Kościół. Meczet. Muzeum. No i symbol mądrości kilku ludzi. Mehmed nie dopuścił do zniszczenia tego miejsca. Dzięki temu uniknął prawdopodobnie kilu religijnych wojen. Z kolei Ataturk, po analizie pretensji Włoch i Grecji, roszczących sobie prawo do terenów Hagia Sophia, podjął decyzję o przekształceniu jej w dostępne dla wszystkich muzeum. Mądra zaiste decyzja. Nie powstało kolejne zarzewie religijnego konfliktu, kolejne Wzgórze Świątynne, kolejna Jerozolima.

Opuszczam HS z lekkim przygnębieniem. Czuję się jednocześnie rozczarowany i zachwycony. Nie umiem inaczej nazwać swoich odczuć. Po całym dniu wrażeń jestem zmordowany. Potrzebuję prysznica i snu. I chwili czasu na poukładanie myśli.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Sultanahmet czyli miliard turystów i ja.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s