Opowieść o Semie

Stoję przed siedzibą mewlewitów przy ul. Galipdede Caddesi 15. Za kilka minut zaczną wpuszczać do środka. Czekamy stłoczeni, niecierpliwi. Każdy chce znaleźć dobre dla siebie miejsce. Krzesła nie są numerowane, a ja jestem gdzieś w połowie stawki. Chcę zrobić dobre zdjęcia. Trochę żałuję, że nie przyszedłem tu wcześniej. Chcę w końcu zobaczyć i sfotografować ceremonię Semy w oryginalnym wnętrzu, w przepięknie zdobionej, tanecznej sali, przygotowanej specjalnie do przeprowadzania tego rytuału.

Przede mną i za mną różne nacje. Francuzi, Niemcy, Hiszpanie, Norwegowie (ci to pewnie z cruisera, który dziś rano zacumował przy nadbrzeżu w Karakoy). Oczywiście są i Japończycy. Są i Polacy.

– Excuse me, Sir – słyszę. Odwracam się.

Przede mną stoi niepozorny mężczyzna. Ascetyczna twarz, kilkudniowy zarost. Spokojne, ciepłe oczy.

– Mogę zobaczyć, czym Pan fotografuje?

– Tak, proszę  – odpowiadam nieco zaskoczony.

– O Nikon – mówi nieznajomy. – Kiedyś fotografowałem d700, ale teraz już tego nie robię. Mam do Pana prośbę. Czy może mi Pan dać swój adres e-mail? Bo chcę Pana prosić, by zrobił Pan dla mnie kilka zdjęć podczas tańca. Poproszę o Pana adres, jutro Panu odpiszę i będzie Pan miał do mnie kontakt. Będzie Pan mógł wówczas wysłać zdjęcia. Na imię mi Terry. Zrobi Pan to dla mnie?

Machinalnie podaję adres. Jestem coraz bardziej zdziwiony.

– Dziękuję – mówi. – Proszę usiąść prawie naprzeciwko drzwi wejściowych, nieco po skosie. Będzie Pan wtedy świetnie widział. Okna nie będą Panu tworzyły niepotrzebnego kontrastu. Jeśli chce Pan zamrozić sam taniec proponuję użyć ISO 3200 i czasu w granicach 1/125 s. Powinno się wówczas wszystko udać. Pięknych zdjęć Panu życzę. I już go nie było.

Ludzie w kolejce patrzą się na mnie. Sam właściwie nie wiem co się właściwie przed chwilą stało. Norweg za mną nie wytrzymał: – Dał Ci rady, jak fotografować?

– No tak – mówię. Nie wiem dlaczego, ale dał. Nie wiem, dlaczego wybrał akurat mnie, ale tak właśnie zrobił.

Zajmuję miejsce zgodnie z otrzymanymi instrukcjami. Cichną szmery rozmów. Na antresolę wchodzi ubrana w tradycyjne sufickie stroje orkiestra. Następuje krótka, słowna inkantacja. Pierwsze dźwięki muzyki. Na salę wchodzi 12 derwiszy. Po kolei wchodzą w swój własny wir wszechświata. Robię zdjęcia. I nagle zamieram. Nie mogę oderwać oczu od sceny. W jej środku widzę Terry’ego. Wiruje, wraz z innymi derwiszami. Na jego twarzy maluje się uniesienie. Widzę, czuję, dotykam jego szczęścia. Choć jeszcze nie wszystko rozumiem.

Reszty dowiem się z mejla kilka dni później. Terry, Brytyjczyk z krwi i kości, porzucił pracę, pojechał do Konyi. Przeszedł nowicjat i szkołę derwiszów. Został członkiem bractwa. Nie pożąda już ziemskiej sławy. Prosił o pamiątkę. To był jego debiut.

Z sanktuarium wychodzę prosto w tłum. Zgiełk momentalnie atakuje wszystkie zmysły. Odruchowo cofam się pod bramę. Przed chwilą błądziłem gdzieś razem z derwiszami w innych stanach świadomości. Moja dusza jeszcze nie wróciła z tej podróży.  W głowie mam wciąż dźwięki sufickich instrumentów, wciąż nie mogę przejść do porządku dziennego nad widokiem tańczącego Terry’ego. Przeciskam się przez tłum. Jest mi za ciasno. Czuję się w tej chwili obco, nie na miejscu.

Wtem z oddali słyszę kojące dźwięki. Rozpoznaję yangqin, ulubiony instrument Lisy Gerard, tak charakterystyczny dla brzmienia Dead Can Dance. W harmonii pojawiają się też inne tony. Podchodzę bliżej. Drugi gość gra na instrumencie zwanym handpan. Ma kształt złączonych ze sobą dwóch skorup żółwia. Owalne wgłębienia dają instrumentowi i grającemu dodatkowe możliwości ekspresji. Siadam na chodniku przed grającymi. Zamykam oczy. Słucham. Właśnie tego potrzebuję. Powolnego powrotu. Kiedy ponownie unoszę powieki jest już ciemno. Kupuję płytkę Verbatim z nagraniami Joakhima. Tego, który gra na handpanie. Mogę już wrócić do hotelu.

Na zdjęciu wirujący Terry.

Galata Mevlevi Lodge Şahkulu Mah. Galipdede Caddesi 15, 34420 İstanbul Turcja

Galata Mevlevi Lodge
Şahkulu Mah.
Galipdede Caddesi 15,
34420 İstanbul
Turcja

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Opowieść o Semie

  1. Idziesz ścieżką własnej legendy i Wszechświat dotyka Cię sercem innych ludzi. „Dlaczego wybrał Ciebie?”
    On Ciebie nie wybrał. Tam byłeś tylko Ty, więc podszedł do Ciebie. Takimi historiami karmi się moja Dusza. Przy Tobie nigdy nie zazna głodu.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s